środa, 19 września 2018

Rozdziały 25 i 26

Tuptaczku, oto zauważyłaś błąd, którego ja nie wychwyciłam. To Tobias pyta "a Zachód?", tymczasem ja czepiam się ameryko-centryczności.


 
ROZDZIAŁ 25 TOBIAS POV

Dzień 56.

Tuż po północy spotykamy się z Nitą w hotelowym lobby, wśród roślin doniczkowych i rozwijających się kwiatów, wśród ujarzmionej natury.
Mieliście spotkać się wieczorem a nie w środku nocy, ale rozumiem, że tak będzie bardziej klimatycznie. Dobre miejsce, dobry czas.

Na widok Tris twarz Nity tężeje; dziewczyna robi minę, jakby właśnie poczuła w ustach coś gorzkiego.
Obiecałeś, że jej nie powiesz. – Celuje we mnie palcem. – Nie miałeś przypadkiem jej chronić?
Zmieniłem zdanie.
Ta odpowiedź powinna ostatecznie go dyskwalifikować. Zmienił zdanie. On, pionek w wielkiej akcji rebelianckiej – bez żadnych zasług dla organizacji, bez przetestowania lojalności – samowolnie przytargał swoją babę. Jaką macie gwarancję, że następnym razem nie weźmie też Christiny, bo jej dobrze z oczu patrzy; Cary, bo jest inteligentna i w jego opinii może się przydać; Uriaha, bo to odciągnie jego myśli od flaszki?

Tris parska nieprzyjemnym śmiechem.
Tak mu powiedziałaś? Że będzie mnie chronić? Niezła manipulacja. Gratulacje.
Taak. Sprowadziłeś swoje urocze kochanie i teraz panie będą się żarły.

Tobias jest zdumiony – łaaa, dał się zmanipulować i nawet nie pomyślał! Może faktycznie lepiej było mu wyjaśnić, czym poważni rebelianci różnią się od klubu dzieci (jeżeli uznasz, że znajome ci dziecko jest fajne, również możesz je przyprowadzić i nie będzie większego problemu); czym jest dyscyplina w organizacji (Tobias wywodzi się z dupy, a nie woja, może więc nie wiedzieć); jak wyglądają konsekwencje nieposłuszeństwa – zwłaszcza zdrady poprzez wydanie sekretu już nie tylko osobie niewtajemniczonej, ale także CG.

To nie była manipulacja, tylko prawda. – Po Nicie nie widać już złości, tylko zmęczenie. Przesuwa rękę wzdłuż twarzy, potem przygładza włosy. Nie próbuje się bronić, więc może faktycznie mówi prawdę. – Mogą was aresztować za samo to, że nie zgłosiliście tego, co wiecie. Uznałam, że lepiej do tego nie dopuścić.
Jest zmęczona, bo musi pracować z otumanionym miłością idiotą i jego nieprzyjazną lasią. Jest zmęczona, bo przekazała nazbyt wiele informacji, których samo posiadanie grozi poważnymi konsekwencjami, komuś, kto okazał się niegodny zaufania. Możliwe, że uświadomiła sobie, iż krąg wtajemniczonych może się jeszcze poszerzać – Tobias lubi Uriaha, Tris jest przekonana, że Christina nie wyda żadnej tajemnicy, i tak dalej.

No cóż, już za późno – stwierdzam. – Tris idzie z nami. To jakiś problem?
Tak, to jest problem, ty bezczelny i arogancki pionku! Wyżej postawieni zadecydowali, kto ma o czym wiedzieć.

Wolę mieć was oboje niż żadnego z was, a rozumiem, że stawiasz mi ultimatum. – Nita przewraca oczami. – No to ruszajmy.
... Nie. Powiedzcie mi, dlaczego główni bohaterowie, wbrew zasadom logiki, tak często mają to co chcą? Ja wiem, do czego finalnie Nita potrzebuje Tobiasa ale – do czego jeszcze wrócę – nie wierzę, że ten nienauczony karności plotkarz jest niezastąpiony.

No więc idą. Wszędzie jest cicho.

Nita zatrzymuje się przy drzwiach do laboratoriów i przykłada identyfikator do czytnika.
A taki czytnik nie rejestruje całej historii: kto przyszedł, a kto wyszedł, niczym karta ŚKUP? Nawet jeżeli tak – przyjmijmy, że jakiś zatrudniony w Agencji rebeliant ingeruje w historię, jeżeli zachodzi taka potrzeba.

Prowadzi nas przez gabinet terapii genetycznej, w którym zobaczyłem mapę swojego kodu genetycznego, w głąb ośrodka, dalej, niż kiedykolwiek się zapuściłem. Wokół ciemno i ponuro, a na podłodze wirują wzbijane naszymi stopami kłębki kurzu.
Agencja, której pracownicy jednocześnie ją zamieszkują. Agencja – najważniejszy projekt rządowy, na który składa się obserwacja szeregu klatek ze szczurami, nie tylko tej Minaghijskiej. Agencja, w której widzieliśmy już pracowników z miotłami. Tak zakurzona, że aż się podnosi kurz. Nie, to nie są jakieś całkowicie porzucone tereny – owszem, zmierzamy do magazynu, ale nawet tam nie powinno być takiego syfu, jeżeli – jak z ogólnego opisu Agencji wynika – mamy do czynienia z olbrzymim laboratorium.

Dobrze. Jest magazyn, ale jest również stół laboratoryjny, mikroskop, działający komputer. No i młody UG, jasnowłosy Reggie. Taki random, jak tych dwóch z peryferii – występuje epizodycznie, nie musimy kłopotać się jego zapamiętywaniem. Nita decyduje, że w pierwszej kolejności pokażą Minaghijczykom slajdy.

Patrzymy po sobie z Tris, po czym stajemy za Reggiem, żeby widzieć monitor. Zaczynają się na nim wyświetlać zdjęcia, jedno po drugim. Są czarno-białe, trochę ziarniste i nieostre – muszą być bardzo stare. Już po kilku sekundach dociera do mnie, że przedstawiają wyłącznie cierpienie: chude, wynędzniałe dzieci o wielkich oczach, rowy wypełnione ciałami, ogromne sterty palonych dokumentów.
Fotografie zmieniają się tak szybko – jakby wiatr przewracał strony książki – że nie mogę się im dokładnie przyjrzeć, wiem tylko, że są potworne. Po chwili odwracam głowę, bo nie mogę już dłużej patrzeć. Czuję w sercu głuchą ciszę.
Spoglądam na Tris, a jej twarz przypomina początkowo gładką powierzchnię jeziora – jak gdyby obejrzane właśnie zdjęcia nie wywołały w niej żadnego poruszenia. Ale nagle zaczynają jej drżeć usta i mocno je zaciska, żeby to ukryć.
Pod koniec poprzedniego tomu wypunktowałam już, że trochę brutalnych zdjęć robi aż takie wrażenie na Tris, która przecież widziała podobne okropieństwa, i to na żywo. Doszłam do wniosku, że silna reakcja może występować właśnie dlatego, że zdjęcia przypominają bohaterce własne przeżycia. Tyle że jak teraz czytam o tej dwójce wrażliwców, jestem już skołowana.
Tobias, który przewodniczył ludobójstwu – dla którego uciekający i zapłakani cywile, gonieni przez armię działającymi pod jego rozkazami, nie są niczym nowym. Tobias, urządzający pozorowaną egzekucję więźniowi, beznamiętnie przyglądający się, jak ten jest przerażony, jak dociera do niego perspektywa rychłej śmierci; tłukący owego więźnia.
Mściwa Tris, która nie ma nic przeciwko karaniu winowajcy pozorowaną egzekucją i rozwalonym nosem. Tris, która może zabijać współofiary i mieć to później gdzieś. Tris, gloryfikująca swojego chłopaka bez chociażby cienia przemyśleń, w jakiej to obrzydliwej moralnie akcji pełnił rolę kierowniczą jakieś dwa tygodnie temu.
Jeżeli pokażesz temu duetowi uwiecznione na zdjęciach cierpienie, ich gołębie serca zadrżą.

Spójrzcie na tę broń. – Reggie wskazuje zdjęcie uzbrojonego mężczyzny w mundurze. – To bardzo stary rodzaj karabinu. Karabiny używane podczas wojny przeciwko czystości były dużo bardziej zaawansowane. Nawet Agencja to przyzna.
Wiecie, w roku 2700 lokalna broń, z którą protagoniści będą mieli jeszcze do czynienia, nie sprawia wrażenia bardziej zaawansowanej niż w okolicach 2018 (nie będą mieli problemów z jej używaniem, będą instynktownie potrafili ją obsłużyć). Nie sprawia nawet wrażenia broni godnej roku 2200.

Konkluzję już znamy: za tamą masakrę odpowiadają CG.

Jak można zataić wojnę? – pytam.
Od tamtej wojny minęło już kilkaset lat (jeżeli mówimy o II wojnie światowej, a takie mam skojarzenia, to 750, aczkolwiek Tobias nie zna takich szczegółów). Wystarczy nie uczyć o niej, nie czynić jej obecną w nurcie medialnym, a – zwłaszcza w obliczu kolejnych tragedii (typu wojna przeciw czystości i jej implikacje) – pójdzie w zapomnienie.

Nita twierdzi, że to rząd kontroluje fakty udostępniane izolowanym, bardzo biednym obywatelom.

No dobra. – Tris kręci lekko głową i zbyt szybko wyrzuca z siebie słowa. Jest zdenerwowana. – Kłamią na temat waszej... naszej przeszłości. To jeszcze nie oznacza, że są wrogiem, tylko grupą ludzi wprowadzonych w potworny błąd, którzy starają się... naprawić świat. W niezbyt mądry sposób.
Hm, czyli to dlatego Tris z marszu wybaczyła wszystko Agencji z Davidem na czele? Bo uznała, że uwięzienie jej i jej wszystkich bliskich, odcięcie od informacji, zezwolenie na wewnętrzne hekatomby, inwigilacja, takie samo traktowanie tysięcy ludzi z innych eksperymentów... jest usprawiedliwione celem wyższym? Nawet fałszywym celem wyższym (nie wierzy w teorię o UG, odkąd zaczęła ona krzywdzić jej kochanie)? Ostra gotowość na ofiary w imię wyższego dobra, nie powiem, że nie.

Nita i Reggie zerkają na siebie.
Ale o to właśnie chodzi – mówi Nita. – Oni krzywdzą ludzi.
No tak jakby. Co Tris powinna doskonale wiedzieć, lepiej od Nity.

Kiedy Altruiści postanowili ujawnić prawdę wcześniej, niż było w planach – opowiada powoli – a Jeanine nie chciała do tego dopuścić... Agencja z radością dostarczyła jej niezwykle zaawansowane serum: do symulacji ataku, które zniewoliło umysły Nieustraszonych, co doprowadziło do zagłady Altruizmu.
Dun, dun, dun. I tak oto wina poprzez zaniechanie działania przemienia się w winę poprzez działanie. Tak też pryska mit Jeanine jako naukowca, który jest w stanie wynaleźć podobne świństwo – i ja się nie dziwię, że mordercze serum nie było jej wytworem, skoro okazywała niecierpliwość posuniętą aż do niszczenia projektów, jeżeli ją wkuropatwiły.
Agencja inicjująca mord na jednej z frakcji – na zniszczenie 1/6 miasta-modelu z najmniejszymi problemami behawioralnymi – nie jest po prostu zła, jest kretyńska. Zacznijmy od tego, że skoro już Altruizm postanowił sprzeciwić się jej woli i ani myślał być posłusznym sile gotowej zrobić im krzywdę... czy nie wystarczyło spacyfikować przywódców? To ten sam zarzut, co z Nortonem i Jeanine mordującymi Niezgodnych. Gremium kierowniczego Altruizmu nawet nie trzeba byłoby przecież zabijać, wystarczyłoby wyczyścić pamięć i przekonać ich, że są gotowi własną piersią bronić Najwyższej Tajemnicy, nie ujawniać przed upływem następnych 666 lat. Skoro Agencja ma taki dostęp do Minaghijczyków, że wprowadzenie do eksperymentu całkiem obcej dziewczyny z wmówieniem „mieliście tu ją od zawsze” było wykonalne, powyższe również nie stanowiłoby problemu.
A nie mówiłam, że Jeanine miała w zanadrzu argumenty, którymi mogła przekonać do siebie Caleba? Kto wie, czy nie przedstawiła mu dowodów, że serum pochodzi z zewnątrz – że wybiła Altruizm z rozkazu Siły Wyższej, gotowej w wypadku odmowy dokonać jeszcze gorszej zbrodni.

Potrzebuję chwili, żeby dotarło do mnie to, co mówi.
To nie może być prawda – oponuję. – Jeanine twierdziła, że wśród wszystkich frakcji największy odsetek Niezgodnych, czyli genetycznie czystych, był w Altruizmie. Sama przed chwilą mówiłaś, że Agencja uważa genetycznie czystych za osoby tak ważne, że chce wysłać im kogoś na ratunek. Po co mieliby pomagać Jeanine ich zabijać?
Eee... Nita chwilę temu nie mówiła niczego o Agencji wysyłającej dla CG ratownika. Wyjaśniła tylko, jak zataić wojnę oraz skąd pochodziło serum.
Tobias rozumuje logiczniej niż Agencja. Nie wolno wywoływać ludobójstwa, bo giną w nim Niezgodni. Tymczasem Agencja ma tych Niezgodnych w trąbie tak bardzo, że przez dwadzieścia lat pozwalała ich zabijać, ratując tylko garstkę, patrzyła też beznamiętnie, jak umierają na skutek wojny, której geneza miała miejsce w działaniach pochodzących z zewnątrz.

Jeanine się myliła – informuje głucho Tris. – Według Evelyn największy odsetek Niezgodnych był wśród bezfrakcyjnych, a nie Altruistów.
Taak. Wśród bezfrakcyjnych, którzy marnowali się jako materiał, bo ich potomstwa nie rejestrowano – nawet jeżeli było Niezgodne, miało warunki niesprzyjające długiemu żywotowi (brak lekarstw, mróz zimą).
A właściwie skąd Evelyn wiedziała, że ma u siebie dużo Niezgodnych? Wiemy, że większość Minaghijczyków miała ich za legendarne stwory (czyli, obwoływanie się Niezgodnym spotkałoby się pewnie z podejrzeniem, że delikwent zwariował). Co więcej, Niezgodni zazwyczaj jakoś tak naturalnie wyczuwali, że powinni się ukrywać. Wątpliwym jest więc, by chętnie ujawniali jej swoją tajemnicę, nawet jeżeli cieszyła się autorytetem.

Odwracam się do Nity.
Nadal nie rozumiem, po co narażaliby życie tak wielu Niezgodnych. Muszę mieć jakiś dowód.
Tobiasie, tego nie da się zrozumieć inaczej niż z argumentem: ponieważ potrzebowaliśmy ludobójstwa, za które okaże się odpowiedzialna Agencja – po to, żeby Tris chciała z nią walczyć (bo sam fakt, że Agencja do owego ludobójstwa dopuściła, a następnie biernie je obserwowała, nie byłby wystarczający).

A myślisz, że po co tu przyszliśmy? (...) Uzyskanie pozwolenia na wejście tutaj zajęło mi dużo czasu – tłumaczy. – A jeszcze więcej zdobycie wiedzy potrzebnej do zrozumienia tego, co zobaczyłam. Ale pomagał mi jeden CG. Nasz sympatyk.
Rebelianci mają swoich członków i sympatyków w Agencji – także u CG. Zapamiętajmy.
Czyli ten magazyn, do którego prowadzi zakurzona droga, jest tajny? Niech już będzie, że jest zaniedbany dla niepoznaki... ale wydaje mi się, że Nita wcale nie musiała forsować pozwolenia, skoro najwidoczniej miał je siedzący wewnątrz Reggie (nie, Reggie nie użył karty Nity, toż to cały czas miała ją ze sobą). Reggie mógłby wpuścić ją i bez pozwolenia, tak samo jak Nita nieautoryzowanie sprowadziła Tobiasa i Tris.

Nita prezentuje Tobiasowi fiolkę z pomarańczowym serum – kolorystycznie tym samym, które skretyniali Nieustraszeni bez problemu pozwolili sobie wstrzyknąć. Tobias wciąż nie uważa tego za ostateczny dowód. Nic dziwnego, serum można zabarwić lub też dwa pomarańczowe sera mogą służyć do całkiem innych rzeczy. Nita poddaje kroplę kontroli programu MicroScan.

Te informacje są darmowe i dostępne dla każdego, kto wie, jak używać tego sprzętu, oraz zna hasło do systemu. Ja dostałam je od naszego sympatyka – mówi Nita. – A więc dostęp do tych danych wcale nie jest trudny, tylko raczej nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby szczegółowo je analizować. A ponieważ UG nie mają haseł systemowych, sami niczego by się raczej nie domyślili.
... Nie. To, że ludzie raczej nie są zainteresowani analizowaniem magazynowych ser nie znaczy, że dowody zbrodni powinny być w taki sposób wybebeszone na wierzch! Agencja wyznaje tę samą szkołę tajniactwa co Jeanine. Prędzej czy później do informacji może dorwać się nawet, dajmy na to, CG, któremu mimo czystych genów nie będzie się podobało mordowanie ludzi z genami uszkodzonymi. Zwłaszcza jeżeli w apokaliptycznych chwilach akurat miał dyżur przed komputerem.
Poza tym... jak wielu pracowników monitoruje eksperymenty? Czy byli wtajemniczeni w obrzydliwy plan (im więcej osób wie, tym więcej może wygadać – zwłaszcza jeżeli polubili Altruistów, zerkając kątem oka na monitory kolegów/ sami mając czasem dyżury przy monitoringu ich frakcji)? Czy też raczej przyjęli ze wzruszeniem ramion, że Jeanine nagle używa substancji, nad którą nigdy nie widzieli, żeby pracowała?
Poza tym – jak to dostępne dla każdego, skoro Nita musiała długo prosić o pozwolenie? Tak, rozumiem, dla każdego CG. Wydaje mi się jednak kuriozalne, że Nita, którą tak boli dyskryminacja, użyła przedstawionego skrótu myślowego. Inna sprawa, że Nita nigdy nie powinna była dostać takiego pozwolenia, skoro magazyn zawiera bulwersujące informacje, a ona pochodzi z eksperymentu. Od początku istniało ogromne prawdopodobieństwo, że jeśli dokopie się do czegoś podobnego, stanie po stronie ofiar i będzie rozjuszona.

W tym magazynie przechowywane są informacje z nieaktywnych eksperymentów: nieudane lub przestarzałe doświadczenia i różne nieprzydatne rzeczy.
I dowody na współudział Agencji w zbrodni, tak przy okazji. Tylko że jeżeli przechowujemy to dla niepoznaki pośród sterty rupieci, w miejscu bardzo zakurzonym i zapomnianym, to czy nie jest podejrzanym utrudnianie UG dostępu w skali, która powoduje konieczność wielomiesięcznego proszenia się o niego?

Serum do symulacji v4.2. Koordynacja dużej liczby celów. Transmisja sygnałów na duże odległości. Brak halucynogenu z oryginalnej formuły: o realiach symulacji decyduje programista.
To jest to.
Serum do symulacji ataku.
To ma być fachowy, naukowy opis? Duża liczba celów? Duże odległości? Dla kogoś dużo to dziesięć, dla innego sto, podobnie sprawa przedstawia się z odległością. W ludziach proszę, w kilometrach. Ewentualnie – nie duża a dowolna.
Kolor i powyższy opis wciąż nie stanowią stuprocentowego dowodu. Powyższą substancję można było wykorzystać na wiele sposobów, może tylko przypadkowo pokrywać się kolorystycznie... Ale to byłoby już pójście w zaparte. Jest kolor, jest podejrzany opis – wierzymy wreszcie, że Agencja to już nie tylko złole, lecz również sabotujący własną pracę debile.

Co robiłby w ośrodku ten specyfik, gdyby Agencja sama go nie wynalazła? – Nita pytająco unosi brwi. – To Agencja wprowadziła różne rodzaje serum do eksperymentów, ale zwykle nic z nimi nie robiła. Pozwalała, żeby mieszkańcy miasta sami dalej je zmieniali. Pracownicy Agencji nie ukradliby serum, które stworzyła Jeanine. Skoro tu jest, to znaczy, że je wyprodukowali.
Skoro Tris wciąż jest nieufna wobec Nity (zobaczymy jeszcze, na jaką skalę) – i skoro samą siebie określa jako z natury podejrzliwą – powinna chyba wytknąć, że wersja z Agencją, która tylko wprowadza serum i nie ukradłaby gotowca (a niby dlaczego nie?), jest przedstawiona tylko przez Nitę; Pierwsza Para nie ma żadnych dowodów na jej prawdziwość. Słowo i nic więcej. Agencja równie dobrze mogła wysłać jakiegoś ninję innego niż (cóż, na tamtym etapie martwą) Natalie po ten przełomowy dla eksperymentu artefakt. Chociażby jako potencjalny dowód – patrzcie, co jeszcze paskudnego potrafią zrobić UG, i wy się dziwicie, że pompujemy pieniądze w eksperymenty? Przyjmijmy, że rozumiem, dlaczego Tris nie może wysnuć podobnej teorii, kierowana głęboką nieufnością (i zazdrością) do Nity – otóż fabuła musi iść w konkretną stronę, koniec kropka.

Po co? – szepcze Tris.
Altruizm chciał ujawnić prawdę. A mogliście się przekonać, jakie były konsekwencje, gdy miasto ją poznało: Evelyn jest praktycznie dyktatorką, bezfrakcyjni znęcają się nad członkami frakcji i mogę się założyć, że wcześniej czy później dojdzie do buntu frakcyjnych. Zginie wielu ludzi. Wyjawienie prawdy bez dwóch zdań zagraża bezpieczeństwu eksperymentu – wyjaśnia Nita. – Więc gdy kilka miesięcy temu Altruizm postanowił ujawnić nagranie Edith Prior, co groziło katastrofą i destabilizacją sytuacji, Agencja uznała prawdopodobnie, że lepiej dopuścić do znacznych strat w Altruizmie... nawet kosztem śmierci kilku Niezgodnych... niż do strat w całym mieście. Lepiej poświecić Altruistów, niż ryzykować trwałość eksperymentu.
Wszystko, co wymieniła Nita, stało się właśnie na skutek akcji prewencyjnej Agencji. Cóż za ironia, czyż nie? Tyrania bezfrakcyjnych, katastrofa, destabilizacja. Nic dziwnego, skoro katastrofa i destabilizacja były od początku wpisane w projekt ludobójstwa. Tak samo jak straty w całym mieście. Jak również ryzyko trwałości eksperymentu. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Symulacja miała kiedyś dobiec końca (proszę, nie mówcie, że Agencja założyła zrobienie z Nieustraszonych dożywotnich niewolników, skoro z założenia mieli żyć i szkolić się w odwadze ku chwale przyszłych pokoleń). Wtedy, jak już mówiłam, na logikę Nieustraszoność zmiotłaby Erudycję z powierzchni ziemi. Nie mamy dwóch frakcji – rządu, naukowców, lekarzy, z takiej sytuacji nie mogłoby wyniknąć nic dobrego. Sens eksperymentu byłby zachwiany jeszcze poważniej niż po utracie samego Altruizmu.
A nawet jeżeli Agencja od początku podejrzewała, że jakby co, Nieustraszeni podzielą się na pół, połowa będzie bronić Erudycji, a druga połowa atakować – mamy wojnę, do diabła, kolejne straty.
Chyba że Agencja przyjęła, iż po zakończeniu symulacji Nieustraszeni wrócą spać i nie będą wiedzieli, co uczynili? To łagodniejsza wizja rozwoju wydarzeń... ale kurde, w tej wersji miasto nagle zostaje bez rządu (niby każda frakcja miała własne porządki, ale i tak istniała podejmująca decyzje władza centralna) – czyli zaczyna się walka o wpływy. Ponadto Minaghi przestaje czuć się bezpiecznie, zostaje postawione w tryb alarmowy. Duża część mieszkańców patrzy oskarżycielsko na Nieustraszonych (tylko oni umieli strzelać, tylko oni mieli broń) – bo jako dowód zbrodni mamy spływający krwią sektor Altruistów. I to w mieście, w którym przestępczości niemalże nie było – wyobrażacie sobie ten szok, te implikacje społeczne, nieufność?
Tymczasem Nieustraszeni dodaliby być może dwa do dwóch i – tak czy inaczej – zaatakowaliby Erudycję, która wstrzyknęła im świństwo, prawdopodobnie będące przyczyną rzezi. Oczywiście jest to wersja zakładająca, że Nieustraszeni wymordowali wszystkich Altruistów, nie ma żadnych ocaleńców dających świadectwo prawdy – bo gdyby tacy byli (a musieli być, widzieliśmy że teren zbrodni pozostawał nieobstawiony), proces masakry Erudytów odbyłby się po prostu szybciej.
Hm. Jeanine w złowieszczą noc powiedziała Tobiasowi i Tris, że planuje wybić także bezfrakcyjnych. Czy mam założyć, że Agencja pozwoliłaby i na to? A czemu nie, jest oczadziała nie mniej niż antagonistka z pierwszych dwóch tomów.
Skutkiem ludobójstwa były nie tyle znaczne straty wśród Altruistów (to sugeruje opcję odbudowy), co eksterminacja praktycznie całej frakcji. Wymazanie z powierzchni ziemi jednej z pięciu cnót, które miały tworzyć lepszy świat. Przekreślenie wszystkich starań związanych z tą frakcją – monitorowania jej, rozrysowywania drzew genealogicznych, wszystkiego. I to w modelowym mieście, pierwszym, do którego wprowadzono wydajny system frakcyjny, niemal pozbawionym problemów behawioralnych!
Nie było problemów behawioralnych, to było nudno – więc Agencja sama je stworzyła, podpaliła cenny eksperyment, zamiast – no muszę to wytknąć jeszcze raz – po prostu unieszkodliwić towarzystwo od chęci publikacji nagrania. Ewentualnie kazać skasować owo nagranie Natalie. Wtedy Altruiści mogliby sobie bredzić o misji miasta, a inne frakcje co najwyżej by ich wyśmiały.

Agencja nawiązała więc kontakt z kimś, kto na pewno ją poprze. Z Jeanine Matthews.
A nie mówiłam w kwestii nieudolnego ratowania Niezgodnych, że wystarczyło dyskretnie skontaktować się z Jeanine lub – jeszcze lepiej – znacznie wcześniej, z Nortonem? Teraz otrzymujemy dowód, że jak najbardziej byłoby to realne.
1. Skoro Agencja wreszcie wpadła na pomysł, by się z nią skontaktować (wybicie 1/6 własnego eksperymentu jest ważniejsze niż ochrona lokalnych CG, powoduje więc większą kreatywność w wymyślaniu środków działania, czyż nie?), to nie mogła przy okazji przekazać, że ma odstosunkować się od Niezgodnych? Widać nie, skoro w późniejszym czasie wysłała lojalnych wobec niej Nieustraszonych, żeby przywlekli jej dwóch Niezgodnych a resztę wystrzelali.
Ewentualnie ta kobieta była na tyle głupia, by nie wypełniać rozkazów Agencji nawet po zaprezentowaniu jej ich mocy, czyli zdolności do tworzenia bardzo morderczych ser.
2. Skoro Agencja potrafi skontaktować się z Minaghijczykiem – oraz dopaść Minaghijczyka (chociażby by skasować mu pamięć) – to, do cholery, dlaczego nie zrobiła niczego z Marcusem, ocaleńcem wciąż dysponującym najważniejszymi informacjami? Jego szczerość mogła sprawić, że całe ludobójstwo straciłoby resztki sensu (i to ostatecznie się stało). Dlaczego nie interweniowała, gdy ruszył na misję wraz ze swoimi młodymi towarzyszami? Dlaczego pozwoliła, by doszło do ujawnienia sekretu? Dlaczego, skoro na jego utrzymaniu zależało jej tak bardzo, że kompletnie oszalała, zamiast zneutralizować przywódców, usunęła także nieświadomą tajemnicy resztę frakcji?

Opieram się rękami o stół laboratoryjny i chłodzę dłonie. Patrzę na swoje zniekształcone odbicie na metalowym blacie. Owszem, całe życie nienawidziłem ojca, ale nigdy nie pałałem nienawiścią do jego frakcji. Zawsze uważałem, że spokój Altruistów, ich społeczność, ich praktyki są dobre. A teraz większość tych dobrych, szczodrych ludzi nie żyje. Zostali zabici przez Nieustraszonych, za namową wspieranej przez Agencję Jeanine.
Rozumiem, że lepiej jest uważać rodzinne minimiasteczko za dobre niż za zepsute; że lepiej z uśmiechem wspominać sąsiadkę spod dwójki, zamiast mieć w głowie jedynie okrucieństwo ojca; że zwłaszcza po ludobójstwie obraz ofiar został wyidealizowany Niestety, Tobiasie, oni nie byli dla ciebie tacy dobrzy; był czas, że uświadomiono ci ich ciemną stronę. Oto obszerny fragment Cztery, gdy rozmawiałeś z matką o nadchodzącym zabijaniu Altruistów:
Nie darzę sentymentem swojej dawnej frakcji. Nie chcę, żeby Altruizm ani jakakolwiek frakcja rządziły tym miastem i jego mieszkańcami – odzywa się Evelyn. – Jeśli ktoś zamierza mnie wyręczyć i pozbyć się moich wrogów, nie będę mu w tym przeszkadzać.
Nie wierzę… Evelyn, przecież nie wszyscy ci ludzie są jak Marcus. Oni niczym nie zawinili.
Wydaje ci się, że są tacy niewinni. Nie znasz ich, a ja owszem. Wiem, jacy są naprawdę. – Mówi niskim, gardłowym głosem. – Jak myślisz, jak twojemu ojcu przez tyle lat udawało się utrzymywać w tajemnicy prawdę o mnie? Uważasz, że pozostali liderzy Altruizmu mu nie pomagali, nie powtarzali za nim kłamstw? Wiedzieli, że nie byłam w ciąży, że nikt nie wezwał do mnie lekarza, że nie było ciała. Ale i tak powiedzieli ci, że umarłam, prawda?
Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem. Nie było ciała. A mimo to wszyscy zebrani w domu mojego ojca w ten potworny poranek i następnego wieczoru w dniu pogrzebu postanowili odegrać jakąś farsę, zarówno przede mną, jak i przed resztą Altruistów. Nawet milcząc, zdawali się mówić: „Nikt by od nas dobrowolnie nie odszedł. Przecież nikt by nie chciał”.
Nie powinno mnie dziwić, że frakcja jest pełna kłamców, ale pewnie jestem trochę naiwny, zostało we mnie coś z dziecka.
Aż do teraz.
Sam pomyśl – ciągnie Evelyn. – Czy takim właśnie ludziom chcesz pomagać? Ludziom, którzy mówią dziecku, że jego matka zmarła, tylko po to, by zachować twarz? A może wolałbyś raczej pomóc odsunąć ich od władzy?
Myślałem, że mam pewność. Że wiem, że trzeba ocalić niewinnych Altruistów, którzy wiecznie robią coś dla innych i witają się z szacunkiem skinieniem głowy. Ale czy na pewno trzeba ocalić kłamców, którzy zmusili mnie do żałoby, zostawili mnie w rękach sadysty? Nie jestem w stanie spojrzeć matce w oczy, nie jestem w stanie jej odpowiedzieć. Czekam, aż pociąg dojedzie do peronu i wyskakuję.

Na tym właśnie polega problem ze ślepym przywiązaniem do eksperymentów – odzywa się Nita, jakby wsuwając słowa w puste przestrzenie w naszych głowach. – Dla Agencji ważniejsze są doświadczenia niż życie UG. To oczywiste. A teraz może być jeszcze gorzej.
Dla Agencji eksperymenty są nic nie warte – zarówno UG, jak i CG – skoro postanowili zrobić to, co zrobili.

Gorzej? – pytam. – To może być coś gorszego niż wymordowanie praktycznie całego Altruizmu? Jakim cudem? – Rząd od blisko roku grozi, że zakończy prace Agencji – tłumaczy Nita. – Eksperymenty się nie udają, bo mieszkańcy miast nie potrafią żyć w pokoju.
Wspominałam już, że nie dziwię się, iż zamknięci na małych przestrzeniach ludzie zaczynają się atakować... ale wiecie, pomijając jeden incydent, o którym się dowiemy, akurat Minaghijczycy potrafili żyć w pokoju (co najwyżej ćpali, zamiatali brudy pod dywan i nie lubili się między gremiami kierowniczymi). To Agencja przerwała ten spokój. Po takiej akcji rząd powinien z miejsca zamknąć eksperyment – to oni pakują pieniądze w projekt, a szaleni naukowcy mordują szczury laboratoryjne/ (opcja z nieświadomością, kto dał serum) mając monitoring pozwalają, by jedne szczury zagryzały inne?

David zawsze jakoś go przywraca na ostatnią chwilę. I jeśli w Chicago coś pójdzie nie tak, znów to zrobi. W każdej chwili może zresetować wszystkie eksperymenty.
Zresetować?
Za pomocą serum pamięci Altruizmu – włącza się Reggie. – Choć tak właściwie to jest serum opracowane przez Agencję. Wszyscy: mężczyźni, kobiety i dzieci, będą musieli zacząć od nowa.
No właśnie, David ma serum pamięci, które dotychczas się sprawdzało. Pomińmy już trudności logistyczne (rozpylić jak rozpylić, ale kto później przypomni Altruistom, kim są – kto będzie uczył ich od nowa, jak być Altruistami, kto temu podoła, czy wyuczone istotne dla eksperymentu cechy nie zregresują do zera, jak na otępiałych i nieświadomych Altruistów zareaguje reszta miasta) – w tym uniwersum czyszczenie pamięci działa świetnie i tyle. Dlaczego David nie wykorzystał serum, by w ramach odpowiedzialności zbiorowej – skoro uparł się już, by nie karać wyłącznie przywódców – zafundować amnezję całemu sektorowi Altruizmu? To, choć spowodowałoby zakłócenia w eksperymencie, i tak byłoby mniej problematycznie niż wyrżnięcie całej frakcji, które po prostu stawiało sens eksperymentu pod znakiem zapytania, mniej sprzeczne z założeniami pięciu pielęgnowanych odrębnie cnót. Dlaczego postanowił zniszczyć świat kobiety, którą prawdopodobnie wciąż kochał? Nie sądzę, by olbrzymim spoilerem było, że ją samą ostrzegł, ale widok/sama świadomość tylu trupów, świadomość, że wszystko nieodwracalnie się zmieniło, musiały być torturami. Czy ten złol postąpił tak w ramach kary za działanie sprzeczne z jego poleceniem i za zadawanie mu emocjonalnego bólu poprzez migdalenie się z Andrew na wizji?
Dlaczego David nie zresetował eksperymentu na etapie, kiedy szykowało się wymordowanie Erudycji i znaczne uszczuplenie Prawości? Wybicie erudyckich lekarzy, usunięcie danych dotyczących produkcji leków i zabicie ludzi pamiętających receptury = samo w sobie poważne zagrożenie eksperymentu, abstrahując nawet od eksterminacji już dwóch na pięć frakcji.
Na miejscu rządowych sponsorów, jeżeli byłabym tak buddyjska, żeby olać wytrzebienie Altruistów, na widok kolejnego ludobójstwa zagotowałabym się z wściekłości i natychmiast zakręciła kurek z pieniędzmi.

Tobias nie zastanawia się, dlaczego Agencja po prostu nie użyła serum na Altruistach, skoro jest gotowa użyć go i na znacznie szerszą skalę. Po prostu rozmyśla nad złem serum amnezji.

W ciągu ostatnich dni dowiedziałem się takich rzeczy, że odnoszę wrażenie, iż nie ma w tym miejscu nic, co warto by ocalić.
Jako że nędzę peryferyjnych Tobias poznał dopiero poprzedniej nocy – i to wtedy postanowił zdobyć wiedzę szerszą niż podana przez Agencję – to mam szczerą nadzieję, że ma na myśli również sam fakt monitoringu, plus stworzenie pochrzanionego miasta, plus widok pracowników gnających na finał procesu jego ojca niczym na fascynujący odcinek serialu. Kilka dni – pasowałoby. Chociaż do tej pory nie wyrażał wobec Agencji adekwatnej nienawiści.

Jaki jest plan? – pyta Tris bezbarwnym, niemal automatycznym głosem.
Podziemnym tunelem wprowadzę do ośrodka znajomych z peryferii – mówi Nita. – W tym czasie Tobias odłączy zabezpieczenia, żeby nikt nas nie złapał. To mniej więcej ta sama technologia co w pomieszczeniu kontrolnym Nieustraszoności, nie powinieneś mieć z tym większego problemu.
Agencja roku 2700, finansowana przez rząd, zabezpiecza się zabezpieczeniami posiadanymi także przez Minaghi? Minaghi, któremu przekazano jedynie technologie niezbędne do prowadzenia eksperymentu i przekazania genów kolejnemu pokoleniu (nie ma nawet szerzej dostępnych telefonów)? Kolejny dowód totalnej przestarzałości. Przynajmniej dotarliśmy do powodu, dla którego Tobias, chociażby i mielił ozorem na prawo i lewo, nie zostanie wykopany z akcji. Reggie nie jest w stanie podpatrzeć zabezpieczeń, Nita też, ani ten sympatyk z CG (czyli ktoś bardziej zaufany patrząc z punktu widzenia Agencji). Wszyscy musieli czekać na Tobiasa, na wspaniałego Tobiasa, który świetnie radzi sobie z zabezpieczeniami. Tyle że nie. Przydzielanie mu tej misji jest niebezpieczne z dwóch powodów:
a) Rebelianci bardzo słabo go znają, a atak jest bardzo ważny i grozi im dożywociem, jeżeli się nie powiedzie. W takich sytuacjach nie bierze się kogoś niesprawdzonego (zwłaszcza, jeżeli już pokazał, że nie potrafi utrzymać języka za zębami).
b) Mniej więcej ta sama technologia nie oznacza technologii bliźniaczej. Prawie robi dużą różnicę. Tobias wciąż może sobie nie poradzić. Przy najważniejszej z misji rebelianci powinni wyeliminować ryzyko tak bardzo, jak to tylko możliwe. Czyli – nie posyłać na jedno z kluczowych stanowisk niemalże obcego chłystka, który nigdy wcześniej nie odłączał – ba, nawet na oczy nie widział – tych konkretnych zabezpieczeń. Nawet jeżeli Tobias nie będzie miał większego problemu, tylko – dajmy na to – pięciominutowy problem – te pięć minut może zadecydować o dekonspiracji – bo ktoś zauważy coś podejrzanego i podniesie alarm.

A co stanie się dalej? Ano, rebelianci ukradną amnezjatora, żeby Agencja nie mogła go użyć. Tobias nie martwi się, czy podoła misji, narzeka tylko w myślach, że to zbyt mały odwet za zbrodnie (czemu się nie dziwię).

[Odwet za] wmawianie mi, że na najbardziej podstawowym poziomie, na poziomie genów, coś jest ze mną nie tak.
Z tobą jest coś grubo nie tak, ale pewnie nie na poziomie genów (skoro finalnie uznamy, że defekt to fikcja).

I to wszystko, co zamierzacie? – odzywa się Tris, odrywając wreszcie oko od mikroskopu. Patrzy na Nitę spod zmrużonych powiek. – Wiecie, że Agencja jest odpowiedzialna za śmierć setek ludzi i chcecie tylko... odebrać im serum pamięci?
Nie przypominam sobie, bym prosiła cię o krytykę naszego planu.
Ja nie krytykuję waszego planu – ripostuje Tris. – Ja tylko mówię, że ci nie wierzę. Nie cierpisz tych ludzi. Mówisz o nich w taki sposób, że od razu widać twoją nienawiść. Myślę, że chodzi o coś dużo poważniejszego niż kradzież serum.
Ja tam widzę lukę w planie. Jeżeli ukradną serum niepamięci, ale nie wykasują jednocześnie wszelkich danych, jak je wytwarzać, i nie porwą ze sobą wszystkich składników, i nie zabiją wszystkich naukowców pamiętających recepturę, to niczego nie osiągną. Tris, ponoć tak erudycka, powinna również dostrzec tę lukę; może logiczną argumentacją, a nie po prostu wyrażeniem braku zaufania wobec Nity, prędzej przekonałaby Tobiasa. Mój tok rozumowania powinien przyjść jej tym łatwiej, że wszakże zna już koncept demolki oraz mordowania ludzi, by zatrzeć ślad po informacjach, które mogą zostać użyte w złych celach.
Ciekawe, że Tris wytyka Nicie nienawiść wobec Agencji, a tymczasem sama powinna nienawidzić tejże organizacji z całych sił.

Nita tłumaczy, że utrata serum równa się dla Agencji utracie kontroli nad eksperymentami. Argumentuje również, że przecież rebelianci w przyszłości zrobią jeszcze więcej, tyle że myślą o walce z Agencją jako o marszu długodystansowym, nie o sprincie. Tris jej nie wierzy, ale Tobias przyjmuje plan, ponieważ odczuwa potrzebę działania, chociażby niewspółmiernie do potrzeb, i nie rozumie postawy Tris.

Rozbroję system monitoringu. Będzie mi potrzebne serum pokoju Serdecznych. Masz do niego dostęp?
Mhm. – Nita uśmiecha się leciutko.
Kto wie, może nawet próbowała ;)

Poinformuję cię o terminie rozpoczęcia akcji.
Byle na ostatnią chwilę, bo panicz gotów się jeszcze komuś wygadać.

Nita i Reggie... khem, zostawiają parę w pomieszczeniu tak tajnym, że Nita musiała przez długi czas ubiegać się o pozwolenie na wejście tam. Miejmy nadzieję, że nikt nie zbłądzi na te tereny – że jakaś sprzątaczka nie zbulwersuje się kurzem, nie postanowi posprzątać i nie usłyszy kłótni pary. Tylko po co zbędnie ryzykować, nawet jeżeli ryzyko jest niewielkie? Nie mogą pokłócić się w miejscu, w którym mają prawo przebywać?

Tris odwraca się do mnie. Jej skrzyżowane ramiona przypominają dwie sztaby, odgradzające mnie od niej nieprzekraczalną barierą.
Ano foch.

Nie widzę niczego ciekawego w kolejnej kłótni. Tris twierdzi, że Nita kłamie.

Bo nie kłamie – odpowiadam. – Nie tylko ty potrafisz rozpoznać kłamstwo. Ja też umiem. A w tej sytuacji możesz trochę źle oceniać ludzi. Na przykład przez zazdrość.
Na jakiej podstawie nasza para obwołuje się potrafiącą rozpoznawać kłamstwa? Oboje pozwolili bez protestów wstrzyknąć sobie mordercze serum, mimo że wyjaśnienie Maksa było naciągane.

Tris dementuje (taa, nie jest zazdrosna). Tobias mówi, że Tris nie powinna być bierną w obliczu morderców rodziców, a Tris odpowiada, że będzie działać ale nie musi decydować się na pierwszy plan z brzegu. Tobias gniewa się, bo Tris działa niezgodnie z jego intencjami stojącymi za przyprowadzeniem jej tutaj – mieli po prostu nie mieć przed sobą tajemnic, nie miało być pochopnych wniosków i dyktowania habibatonowi właściwej drogi działania przez habibi. Tris wypomina Tobiasowi sytuacje, w których miała rację; Tobias wypomina Tris sytuacji, w których racji nie miała.

Nie rób mi teraz wyrzutów. – Celuje we mnie palcem i czuję się jak strofowane przez rodzica dziecko.
E, ale to ty pierwsza zaczęłaś robić mu wyrzuty. Ogólnie kłócicie się jak stare, dobre małżeństwo, konstruktywne to nie jest.

Nigdy nie twierdziłam, że jestem doskonała, ale ty... ciebie zaślepia desperacja. Przystałeś do Evelyn, bo desperacko potrzebowałeś rodzica, a teraz wchodzisz w tę akcję, bo desperacko nie chcesz mieć defektu...
O, psychoanaliza w wykonaniu Tris. Tego jeszcze nie mieliśmy. Czy zgadzam się z tym, że Tobias jest desperatem? Tak, biorąc pod uwagę, że sam nam powiedział, iż musi zrobić cokolwiek. Zresztą kto na jego miejscu desperatem by nie był?

Na to słowo aż mną trzęsie.
Nie mam defektu – stwierdzam cicho. – W głowie mi się nie mieści, że tak mało we mnie wierzysz, że twierdzisz, że nie powinienem mieć do siebie zaufania. – Wzdycham głęboko. – Poza tym nie potrzebuję twojego pozwolenia.
O, Tris trafiła w czuły punkt pana swojego serca, skoro postanowił zakończyć rozmowę :) Inna sprawa, że w wykonaniu bohaterów kontynuacja dialogu i tak nie mogła doprowadzić do niczego dobrego.

Podchodzę do drzwi, a gdy łapię za klamkę, Tris mówi:
No tak, lepiej wyjść i mieć ostatnie słowo, brawo za dojrzałość!
To taka sama dojrzałość jak podejrzewać kogoś o nieczyste zamiary tylko dlatego, że jest ładny – odcinam się. – No to kwita.
Wychodzę.
Nie ma to jak nastolatkowie, którzy wzajemnie oskarżają się o niedojrzałość. Toż to w większości przypadków niedojrzałość jest przypisana do tego etapu życia. No, chyba że mamy do czynienia z ludźmi, którzy przeżyli serię tragedii – wtedy zazwyczaj wykazują się większą dojrzałością.

Nie jestem zdesperowanym, rozchwianym emocjonalnie dzieckiem, które ufa wszystkim dokoła. Nie mam defektu.
Jesteś kimś gorszym, Tobiasie. Moja opinia na twój temat znacznie pogorszyła się na finale Zbuntowanej i w rozdziale dziesiątym tego tomu. Wcześniej byłeś jedynie nadużywającym instruktorskiej pozycji, bucem, przedstawiającym się dziwacznym imieniem.


ROZDZIAŁ 26

Wciąż trwa dzień 56. Tris na własną rękę przyszła do magazynu i, jak niedługo zobaczymy, wciąż targają nią silne emocje. Wygląda to na kontynuację nocnych wydarzeń.

Przykładam oko do okularu mikroskopu. Przed oczami wiruje mi pomarańczowobrązowe serum.
Wyszłam z założenia, że magazyn jest tak tajny, iż żeby do niego się dostać, trzeba mieć odpowiedni identyfikator z wpisanym w niego pozwoleniem; że motyw identyfikatora Nity przy wchodzeniu do magazynu został pominięty, ponieważ Reggie zostawił drzwi niezatrzaśnięte.
Tris dostała identyfikator od Davida. Czy na bazie tego identyfikatora mogła wejść do magazynu, w którym były dowody na udział Agencji w pokocie Altruizmu? Brawo, Davidzie.
Chyba że magazyn jest totalnie wolnego dostępu... skoro tak, to dlaczego Nita musiała dłuugo prosić o pozwolenie, zamiast bezpardonowo wprosić się którejś nocy?
Chyba że Tris siedziała w tym magazynie od północy aż do teraz... ale czy to wiarygodne? Nie jest nawet niewyspana, czyli mam rozumieć, że po kłótni z Tobiasem na znak focha pt. „nie będę spać z nim w jednej sypialni!” zwinęła się w kłębek obok morderczego serum i zasnęła?

Tak bardzo koncentrowałam się na kłamstwach Nity, że ledwo zarejestrowałam prawdę: Agencja mogła mieć to serum wyłącznie dlatego, że sama je wyprodukowała, a potem w jakiś sposób dostarczyła Jeanine.
Ale... dlaczego? Pytałam już o to w rozdziale poprzednim. Skąd niezachwiana pewność, że Agencja nie mogła uzyskać serum z eksperymentu? Znała już nawet instytucję wstawiania do Minaghi kogoś z zewnątrz. Od czasów młodej Natalie równie dobrze mogła pójść po rozum do głowy i zainstalować po pracowniku w każdej frakcji.
Ej. Jeanine miała jeszcze lepsze serum niż to zaaplikowane wszystkim Nieustraszonym. Serum, które zrobiło z Tobiasa jej żołnierza, ale za to względnie inteligentnego.
Jeżeli to serum pochodziło z zewnątrz – dlaczego to nie to serum dała jej Agencja?
Jeżeli Jeanine sama zrobiła serum – dlaczego Agencja w ogóle dawała jej tamto mniej doskonałe serum, skoro zła kobieta potrafiłaby lepiej wykonać tę misję?

Odsuwam się od mikroskopu. Ale dlaczego Jeanine współpracowałaby z Agencją, skoro tak bardzo jej zależało, żeby zostać w mieście, trzymać się od Agencji z daleka?
Jeanine nie za bardzo miała wybór, czy będzie współpracowała z Agencją, czy też nie. Wiem, że to zła kobieta była, jednak nawet gdyby była dobra i wzdragała się na myśl o takich podłościach, wszechpotężna Agencja mogłaby skutecznie ją zaszantażować. Naukowiec i szczur laboratoryjny to nie jest równorzędny układ.

Tris wypunktowuje wspólne cechy Agencji i Jeanine:

Myślałam, że znajdę tu dom. Ale Agencja jest pełna morderców. (...) Przypominam sobie, co powiedziałam Christinie: „Może tu mógłby być mój dom”.
Czyli mogłabyś zaprzyjaźnić się z Agencją, uczynić ją swoim nowym domem, gdyby była odpowiedzialna za śmierć twoich rodziców przez zaniechanie, a nie przez działanie. Ciekawy tok rozumowania.

Odchylam się na pięty, jakby pchnięta jakąś niewidzialną siłą, po czym z walącym sercem wychodzę z magazynu.
Mam nadzieję, że wcześniej starłaś tę kroplę paskudnego serum. Nie masz pewności, na jakiej zasadzie działają czytniki i identyfikatory (zakładając, że jednak są, że Nita nie prosiła o pozwolenie bez powodu). Informacja, że byłaś tam jako ostatnia plus odpowiednia kropla i David już wie, żeby na ciebie uważać.

Pogrążona w niewesołych myślach, jakby otumaniona Tris idzie bez celu z identyfikatorem w ręce. Dociera do rzeźby – symbolu Agencji.

Nagle, po drugiej stronie kamiennej płyty zauważam swojego brata.
Wszystko w porządku? – pyta z wahaniem.
Jak Tris sama przyzna, napatoczył się w złym momencie. Widać scen pognębienia Caleba było za mało, patrzmy więc na kolejną.

Nie jest w porządku. Zaczynałam już czuć, że wreszcie znalazłam miejsce dla siebie; miejsce, gdzie nie było aż takiej destabilizacji, korupcji ani chęci kontroli; miejsce, gdzie mogłabym poczuć się jak u siebie. Można by pomyśleć, że powinnam już się czegoś nauczyć: takie miejsce nie istnieje.
Nie no, to jest już śmiechu warte. Agencja, która obserwuje 24/7 nieświadomych niczego ludzi i robi z tego notatki, wcale nie ma chęci kontroli.
Poczuć się jak u siebie? W miejscu, z którego nadzorowano cię całe życie – i wciąż nadzoruje się twoich przyjaciół? W miejscu, które beznamiętnie patrzy, jak Evelyn tłamsi dawne frakcje, powodując cierpienie u niedobitków dwóch ludobójstw i innych ofiar wojny?

Nie – odpowiadam.
Caleb obchodzi kamienny blok i idzie w moim kierunku:
Co się stało?
Co się stało? – parskam. – Ujmę to tak: właśnie się dowiedziałam, że są gorsi ludzie od ciebie.
Calebie, nie bądź wobec niej troskliwy. Nigdy nie doceniała tego rodzaju gestów, nawet gdy byłeś niewinny. Jeżeli natychmiast nie odejdziesz, wykorzysta twoją obecność do spuszczenia pary. Widzisz, w jaką stronę to zmierza. Zawróć, bo po prostu nie warto. Nie masz szans się z nią pogodzić (khem, nie bez deklaracji gotowości do śmierci, byle tylko przestała cię nienawidzić).

Przykucam i wsuwam palce we włosy. Przeraża mnie własne zobojętnienie. Agencja ponosi odpowiedzialność za śmierć moich rodziców. Dlaczego muszę to sobie ciągle powtarzać, żeby w to uwierzyć? Co jest ze mną nie tak?
Na pewno nie posiadasz bystrości chociażby wody w moim klozecie, to jeden z problemów. Nie wpadłaś na pomysł, że Agencja mogła zapobiec ludobójstwu, skoro obserwowała długaśne przygotowania do niego na ekranach. Nie widziałaś, że już na tamtym etapie była odpowiedzialna.

Aha – mruczy Caleb. – No to... przykro mi?
W odpowiedzi tylko mamroczę coś niewyraźnie.
Wiesz, co mama mi kiedyś powiedziała? – zaczyna mój brat, a mnie irytuje sposób, w jaki wypowiada słowo „mama”, jakby nigdy jej nie zdradził. – Powiedziała, że zło jest w każdym, a miłość polega na tym, by dostrzec to samo zło w sobie, bo tylko wtedy można wybaczyć drugiemu człowiekowi.
Nie. Próba dyskusji z użyciem argumentów przedstawianych przez mamusię to bardzo, bardzo zły pomysł. Tak jak już mówiłam – nie jesteś w stanie żadnymi słowami przekonać jej, żeby ci odpuściła. Możliwe, że nie wiesz, jak niebezpieczne jest podchodzenie do twojej wściekniętej siostry, ponieważ w Altruizmie jednak tłumiła wewnętrzną dresiarę ale... zaufaj mi, że to grozi obrażeniami. Nie licz, że Tris zdobędzie się na autorefleksję, że krytycznie oceni swoje zachowanie wobec ciebie – jej zdaniem (i, niestety, zdaniem fandomu, jak tak patrzyłam na anglojęzycznych forach*) jest kryształową siostrą. A już na pewno nie uświadomi sobie, że również była skłonna poświęcić twoje życie – tyle że w imię wartości tak jakby nie przynoszących społecznego dobra (Caleb: całe miasto vs siostra, Tris: zombie-buc znany od 3 tygodni vs całe miasto włącznie z bratem).
[* jako ciekawostkę podam, że czytając tamte osądy Caleba, poczułam się pewniej ze swoją stronniczością i robieniem za jego adwokata: skoro im wolno być stronniczym w jedną stronę, to mi w drugą, o. Przykładowo, tam nikt nie pamięta, że Caleb u Serdecznych uratował życie Tris. Nikt również nie zauważa, że Caleb, pomijając poważny incydent kolaboracji, był dobrym bratem; że to Tris miała go gdzieś.]

Tego ode mnie oczekujesz? – pytam słabo, podnosząc się na nogi. – Wyrządziłam pewnie wiele zła, Caleb, ale nigdy nie zaprowadziłabym cię na twoją egzekucję.
Nie pewnie wyrządziłaś tylko: wyrządziłaś. Wyrządziłaś wiele zła, chociażby przyczyniając się do samobójstwa Ala. Zabijanie zombie było z kolei złem koniecznym, wciąż jednak złem, którego uczynienia nigdy nie żałowałaś (poinformowałaś o tym otwartym tekstem w przemyśleniach po serum prawości).
W pewnym sensie Tris zaprowadziła Caleba na egzekucję. Podążył za nią ufnie do siedziby Nieustraszoności. Został na dole, bo siostra tak chciała. Zginąłby, gdyby nie imperatyw autorski. Zginąłby z powodu decyzji Tris.
Może i Tris nie zaprowadziłaby świadomie Caleba na egzekucję, ale to, do czego go w końcu doprowadzi – i jak zareaguje na to, do czego go doprowadziła – jak dla mnie wcale nie jest lepsze moralnie. Czekajcie na rozdział 41, będzie bardzo ohydnie. Jak na mój osąd gorzej niż z pozorowaną egzekucją.
Część fandomu, także polskiego, zdążyła zapomnieć, co działo się w Zbuntowanej i przyjęła za pewnik, że Caleb dosłownie prowadził Tris na egzekucję. Na Filmwebie pojawiło się nawet pytanie, czy tę scenę uwzględniono w filmie. Kolejny element dorabiania mu gęby: knuł erudycko od dziecka, był zdrajcą nawet w trakcie ludobójstwa, pomagał Jeanine w torturach, zaprowadził Tris na egzekucję... i jak tu fandom miał go nie hejtować ?
Tak, miał, czas przeszły. Moda na Niezgodną przeminęła. Kota, z tymi swoimi wielomiesięcznymi przerwami w analizie, jest reliktem starych czasów.

Nie wiesz tego – mówi takim tonem, jakby mnie błagał, jakby prosił, żebym przyznała, że jestem taka jak on, że wcale nie jestem lepsza. – Nie wiesz, jak przekonująca była Jeanine...
Taa. Jesteś lepsza, mściwa, socjopatyczna dresiaro z licznymi trupami na koncie, których nawet nie raczysz żałować, bezrefleksyjna dziewczyno ludobójcy.
Zauważyliście, że od czasu zdrady Caleb regularnie błaga Tris?
1. [Caleb obsobaczony, że nie próbował jakimś tajemniczym sposobem ocalić Tris]
Zrobiłem to, co musiałem. Wydaje ci się, że to rozumiesz, Beatrice, ale nie rozumiesz. Ta cała sytuacja... jest o wiele poważniejsza, niż przypuszczasz.
Jego oczy błagają mnie o zrozumienie,
2. [Caleb informuje ekipę, że dane są gdzie indziej – czyżby w próbie czynienia pokuty?]
Calebowi najwyraźniej brakuje słów. Jego błagalne spojrzenie powoli znika, pojawia się tępy wzrok.
3. [Caleb pokazuje Tris dane z archiwum, ale nazbyt sprawnie posługuje się książką, zostaje więc zaatakowany za wybranie Erudycji]
Tris... – zaczyna, a jego oczy błagają mnie o zrozumienie.
Ale ja nie rozumiem. I nie zrozumiem.
4. Teraz mamy czwarty raz. Mamy też nieudaną próbę nawiązania kontaktu, gdy Tris była w towarzystwie przydupasów (co luźno kojarzyło mi się ze sceną, w której przyjaciele również stali za nią, wspierając ją w odmowie udzielenia Albertowi wybaczenia).
Błagań i innych starań nie było tylko w dniu pozorowanej egzekucji (może jednak Caleb był wstrząśnięty, że siostra nie ma nic przeciwko urządzaniu mu takich psychicznych tortur?). Wszystko na próżno. Jak Tris kogoś skreśli to skreśli – i choćbyś upadł na kolana, i choćbyś błagał, to już nie działa na mnie, żegnaj, twoja strata.
Nie dziwię się, że mimo niepowodzeń Caleb wciąż i wciąż podejmował próby. Jeżeli odpuści, stanie przed faktem, że nie ma absolutnie nikogo, nikogo w obcym świecie. Owszem, gada z Peterem, ale to raczej znajomość z braku laku.
A właśnie. Ciekawe, na ile Caleb jest świadom, że Tris była gotowa pozwolić na jego śmierć? Tris spowiadała się z całej akcji w Prawości. Caleb nie był obecny przy owej spowiedzi, ale odbiła się szerokim echem – skoro znał ją Eric, znała Erudycja... i znała Jeanine. Która mogła wykorzystać także ten fakt do przekonania Caleba, że powinien zdradzić Tris. Mocny argument obok innych mocnych argumentów: to Siła Wyższa chciała ludobójstwa; nieposłuszeństwo wobec Siły Wyższej może przynieść skutki w postaci jeszcze większego skrzywdzenia Minaghi; Niezgodni są groźni, źli, zepsuci. To jest przekonujące. Zwłaszcza gdy jesteś bardzo zagubionym, porzuconym przez ostatniego członka rodziny, pogrążonym w żałobie szesnastolatkiem, prawdopodobnie od dawna, w czasach żywota Altruizmu, z cicha fanującym Jeanine. Łatwo jest uwierzyć komuś, kto wcześniej był autorytetem.

Coś we mnie strzela jak sparciała gumka.
Uderzam go pięścią w twarz.
Taa. Caleb, pierwszy worek treningowy uniwersum. Gdy Marcus mu przywalił, było to niezbędne, ale później swoją zwierzęcą wściekłość musiał wyładować też Tobias, a teraz Tris. Kto jeszcze chce ustawić się w kolejce?

Przed oczami mam tylko Erudytów, którzy zdjęli mi zegarek i buty i podprowadzili do pustego stołu, gdzie mieli zamiar odebrać mi życie. Ten stół mógł równie dobrze zostać przygotowany przez Caleba.
A nie mówiłam, żeby pamiętać motyw zegarka Tris? Erudyci go nie zdjęli, tej tematyce poświęcony został cały akapit:
Zapomniałam zegarka. Kilka minut czy godzin później, kiedy panika ustępuje, tego żałuję najbardziej. Nie przede wszystkim tego, że tu w ogóle przyszłam, co wydawałoby się zrozumiałe, ale gołego nadgarstka, bo nie wiem, jak długo siedzę w tym pokoju.
Z technicznego punktu widzenia, Erudyci nie zdjęli jej butów, tylko podkradli jak smacznie spała xD
Znowu technicznie rzecz biorąc, na egzekucję Tris prowadził Peter, nie Erudyci. A stricte do stołu nie musiał jej podprowadzać, ponieważ postanowiła być megadzielna, sama podeszła i się położyła.

Myślałam, że nie jestem już zdolna do takiego wybuchu, ale gdy Caleb zatacza się do tyłu z dłońmi przyciśniętymi do twarzy, doskakuję do niego, łapię za koszulę i rzucam na kamienną rzeźbę, wrzeszcząc, że jest tchórzem i że go zabiję, że go zabiję.
Podchodzi do mnie strażniczka i wystarczy tylko, że położy mi rękę na ramieniu, żebym otrząsnęła się z transu. Puszczam koszulę Caleba, strzepuję obolałe palce, odwracam się i odchodzę.
Ta scena miałaby moc, gdyby Tris nie była nawykła do bicia lub przynajmniej wyrażania chęci bicia ludzi, których z jakichś powodów nie lubi/ czymś się jej narazili. Niestety, połowa postaci złych/niejednoznacznych/chwilowo działających niezgodnie z jej wolą nie uniknęła jej wirującej pięści lub co najmniej chęci użycia owej pięści, zgadza się?
Uniknęli: Max, Eric (profesjonalna samoobrona się nie liczy), David.
Nie uniknęli: Peter, Molly, Marcus, Jeanine (tak, wiem że w jej przypadku sam wybuch agresji był zasadny ale forma była dresiarska, a nie wojskowa), Caleb. Ponadto, Tris miała ochotę walnąć Marlene, bo podejrzewała ją o zauroczenie w Tobiasie (jeszcze przed rozpoczęciem związku). W parę sekund zrobiła się też agresywna wobec Willa za trafne i niezłośliwe stwierdzenie, że mieszkała blisko bezfrakcyjnych – nie, nie było groźby bicia, ale widzieliśmy jej napastliwe i agresywne mechanizmy działania.
Myrę odpuśćmy, bo to było konieczne dla treningu, chociaż szybkie przejście do porządku dziennego nad pierwszym w życiu łomotem było niepokojące. W pierwszym tomie uderzyła i Tobiasa, ale zasłużył wiecznym wyzywaniem od sztywniaczek połączonym z publicznym chamstwem wobec niej. Machnijmy też ręką na groźby wobec Cary, bo przeginała z bezczelnością wobec Natalie – chociaż też stanowią odzwierciedlenie sposobu, w jaki Tris chce radzić sobie z ludźmi. Jej preferencje w kwestii rozwiązywania problemów międzyludzkich zdradzał też komentarz odnośnie podsłuchiwanej rozmowy Johanny i Marcusa, kiedy to Tris uznała, że na miejscu lidera Altruizmu walnęłaby przywódczynię Serdeczności za uwagę wścibstwo jest oznaką samolubstwa.
Będzie jeszcze groźba przywalenia Matthew i zwierzenie, że czasem wciąż chętnie by przyłożyła Carze (oba incydenty zmieszczą się w dwóch następnych dniach, a przecież przylutowanie Calebowi powinno zaspokoić wewnętrzną dresiarę na trochę dłuższy czas).
Co więcej, Tris sama przyzna, że to nie nagromadzone negatywne emocje wobec Caleba były przyczyną ataku. Po prostu brat się napatoczył. Finalnie więc bicie Caleba powoduje tylko niesmak i życzenie tej agresywnej i niezrównoważonej dziewczynie, by kiedyś trafiła kosa na kamień, a nie, że nawet Marcus daje się popychać.
Znajdźcie mi w tej powieści drugą postać tak srodze karaną za swoją winę jak Caleb i jednocześnie tak pokornie to znoszącą. Ten chłopak nie reaguje gniewem na nic, co go spotyka: na eksterminację Erudycji; na pozorowaną egzekucję i bicie, bezpośrednio po których Tris bez refleksji miziała się z Tobiasem; na ostracyzm; na wytykanie zmiany frakcji przez siostrę, która zrobiła to samo; na wpierdziel, jak zobaczymy, także. Jego poczucie winy jest niezmierzone. Zdaje się przekonany, że zasługuje na wszystkie plagi egipskie.
Siostra go zaatakowała. To kolejna kropla do czary. Już całkiem niedługo coś z tego wyniknie.

Przeskok. Prawdopodobnie mamy dzień 57. Tris jest w laboratorium Matthew.

Na pustym krześle w laboratorium Matthew leży beżowy sweter, jeden z rękawów zwisa do samej podłogi. (...) Siadam na swetrze i oglądam sobie kłykcie.
Ja tam bym na cudzym porzuconym swetrze nie siadała, ale to szczegół. Drobne elementy wychowania.

Niektóre są popękane od wymierzonego Calebowi ciosu. Widać też kilka bladych siniaków. Chyba dobrze, że oboje poczuliśmy to uderzenie. Tak właśnie jest w prawdziwym życiu.
Skoro kłykcie tej dresiary są w takim stanie to nos Caleba powinien chyba być złamany w sposób wymagający interwencji chirurgicznej (tak, konkretnie rzecz biorąc to ucierpiał nos). Cholerny kibol, który nie zna instytucji powstrzymywania wściekłości, jak musi sobie ulżyć, to po prostu musi – długa lista ofiar jest tego świadectwem. Niech nie porównuje swoich paru ranek do masakry, jaką w taki sposób można zrobić komuś z oblicza, nie ta liga. A co do konsekwencji ataków w prawdziwym życiu – Tris wielokrotnie biła innych bez żadnych konsekwencji, chociażby oburzenia pt. „jak ty się zachowujesz?!”.

Tobiasa nie było wczoraj wieczorem w sypialni, a ja z wściekłości nie mogłam zasnąć. Leżałam i wpatrywałam się w sufit.
He, he, he. Ani chybi był z Nitą. Ciekawe gdzie.

Uznałam, że choć nie przyłączę się do planu Nity, nie będę też jej powstrzymywać.
I właśnie to jest problem z nieautoryzowanym informowaniem o planie ludzi, którzy mieli do niego nie należeć. Mogą go wygadać, jeżeli coś im się nie spodoba. Dlatego Nita nie powinna była kontynuować przy Tris, tylko obojgu pokazać drzwi.

Prawda na temat symulacji ataku rozbudziła we mnie nienawiść do Agencji i chciałam być świadkiem jej wewnętrznego rozpadu.
Bardzo wiele było trzeba, żebyś w końcu znienawidziła Agencję.

Z naukowego żargonu można wyłapać, że Matthew informuje o istnieniu działającej 48 godzin szczepionki na aerozolowe serum amnezji.

Czyli... zrobiliście to, żeby skuteczniej regulować sytuację w innych eksperymentalnych miastach, tak? – upewniam się. – Po co wstrzykiwać każdemu serum pamięci, skoro można po prostu rozpylić je w powietrzu i niech swobodnie się rozprzestrzenia.
Otóż to! – Matthew wyraźnie ekscytuje się tym, że interesuje mnie to, co mówi
Matthew to jakiś fenomen. Wyraził przekonanie, że Agencja czyni dobro; obecnie ekscytuje się, opisując szczegóły usuwania ludziom pamięci dla zachowania kontroli nad eksperymentami; Tris i tak go lubi. Nawet bardzo lubi. Ewentualnie Caleb znaczy dla niej mniej niż randomowy daleki kolega – też wiarygodne. (Tak, wciąż pamiętam, że życie Matthew postawi wyżej).

A ta formuła jest ulepszona, bo pozwala wykluczyć część populacji: wystarczy zaszczepić wybrane osoby, bo wirus jest aktywny przez dwadzieścia cztery godziny, więc nie odczują jego działania.
Czyli że wcześniej, przed wynalezieniem szczepionki, podczas ataków peryferyjnych na Agencję... Agencja puszczała gaz i trzymała kciuki, by zawiał w odpowiednią stronę a nie w nich? Przyjmijmy, ze znają tam chociażby maski gazowe.

Dobrze się czujesz? – pyta z kubkiem przy ustach. Odstawia kawę na biurko. – Podobno wczoraj wieczorem wdałaś się z kimś w bójkę i strażnicy musieli cię uspokajać.
Dobrze się czujesz czy trzeba wreszcie załatwić ci jakieś zajęcia z radzenia sobie z agresją?

Biłam się ze swoim bratem. Calebem.
Nie biłaś się z nim tylko biłaś jego. On w żaden sposób się nie bronił, nie śmiałby.

Aha. – Unosi jedną brew. – A co tym razem zrobił?
Właściwie nic. – Chwytam rękaw swetra, ze starości postrzępiony na brzegach. – Byłam tak podenerwowana, że musiało się skończyć wybuchem. A Caleb się po prostu napatoczył.
A nie mówiłam, że Caleb został pomylony z workiem bokserskim nie tyle za swoje zbrodnie, co dlatego, że Tris koniecznie musiała rozładować podenerwowanie? Tris stanowi dowód na to, że teoria o CG jako jednostkach dobrze dostosowanych do życia w społeczeństwie jest bajką. Ogólnie, w realnym życiu nie spotkałam kogoś tak agresywnego. Może miałam szczęście.

Po jego minie widzę, o co chce spytać. Chętnie bym mu wszystko wyjaśniła, opowiedziała o tym, co usłyszałam od Nity. Zastanawiam się, czy mogę mu zaufać.
Wczoraj się czegoś dowiedziałam – zaczynam na próbę. – Na temat Agencji. Na temat mojego miasta i symulacji.
...
Tak, Tobiasie. Warto było zaufać Tris, czyż nie? Równie dobrze mogłaby wszystko wygadać lojalnemu pracownikowi Agencji. No patrzcie:

Ożywiony Matthew sam podsuwa, że chodzi o Nitę. Zapewnia, że pomagał jej, że zapewnił dostęp do magazynu...

Coś jeszcze ci mówiła?
Matthew był informatorem Nity? Gapię się na niego. Nigdy bym nie pomyślała, że Matthew, który stawał na głowie, żeby pokazać mi różnicę między moimi „czystymi” genami a „uszkodzonymi” genami Tobiasa, mógł kiedyś pomagać Nicie.
Czyż to nie jest podejrzane, Tris? Jesteś pewna, że to nie podpucha? Że Matthew nie jest na tropie Nity, współpracując z Davidem, by ją zdemaskować? Że śledzi ją i stąd wie, iż ktoś załatwił jej wejście do magazynu? Weeź, przecież sama zauważyłaś, że był zwolennikiem teorii CG/UG.

Wspominała coś o jakimś planie – mówię powoli.
Matthew wstaje i podchodzi do mnie, wyraźnie zdenerwowany. Odchylam się odruchowo.
Wcieli go w życie? – dopytuje się. – Wiesz kiedy?
A co? – odpowiadam pytaniem na pytanie. – Dlaczego pomagasz Nicie?
Bo cały ten „defekt genetyczny” to jedna wielka bzdura. Ale odpowiedz na moje pytanie. To bardzo ważne.
Owszem, wcieli go w życie. Nie wiem kiedy, ale chyba niedługo.
Cholera. – Matthew zakrywa sobie twarz dłońmi. – Nic dobrego z tego nie będzie.
Jeśli nie przestaniesz mówić tak tajemniczo, to ci normalnie przywalę – grożę, wstając.
Do pewnego czasu pomagałem Nicie, aż zdradziła mi, co wraz ze swoimi znajomymi z peryferii zamierza zrobić – wyjaśnia Matthew. – Chcą włamać się do laboratorium obronnego...
...i wykraść serum pamięci. Wiem.
... Nieważne. Panie i panowie, oto osoba podejrzliwa z natury. Daje się zwieść czwarty raz widzianemu CG pracownikowi Agencji, który wyraża entuzjazm dla eksperymentów i dla technologii czyszczenia pamięci plus był nietaktowny wobec załamanego swoim efektem UG (chciał pogłębiać zasób jego wiedzy, mimo że widać było, iż Tobias średnio sobie radzi z nową informacją). I ona śmie bulwersować się, że Caleb zaufał Jeanine? Miał większe podstawy. Matthew po prostu nagle zmienił front (defekt genetyczny to bzdura), mimo że dotychczas wyrażał inne poglądy, plus pokazał, że trochę wie o Nicie (nie ma żadnego potwierdzenia, że dał jej dostęp do magazynu), plus okazał zdenerwowanie – typowa akcja nastawiona na szybkie uzyskanie informacji od podenerwowanej małolaty. Tris ma duże szczęście, że to jednak nie jest agent Agencji.
Tobias źle ocenił, czy Tris można zaufać.
Dzień wcześniej przywaliła Calebowi, dziś grozi tym samym Matthew. Daj odpocząć kłykciom, Tris. (W przypadku innej postaci machnęłabym na to ręką– oj, takie tam głupie gadanie, ale z tą się tak nie da).

Nie. – Matthew kręci głową. – Im nie chodzi o serum pamięci, tylko o serum śmierci. Podobne do serum Erudycji. Tego, które mieli ci wstrzyknąć podczas twojej niedoszłej egzekucji. Chcą nim mordować. Masowo. Rozpylą aerozol i już. Proste, prawda? Wystarczy rozdać spray odpowiednim ludziom, a dojdzie do anarchii i eskalacji przemocy. A właśnie o to chodzi tym z peryferii.
Ci rebelianci to jacyś papierowi, nierozsądni złole (a którzy złole w tym uniwersum są rozsądni?). Logiczne byłoby, gdyby chcieli rozpylić serum w Agencji, zabijając w odpowiedzialności zbiorowej wszystkich, od Davida do sprzątaczki. Ale żeby używać broni chemicznej na oślep, tylko dla siania chaosu i zniszczenia? Niby co tym osiągną?
Gdyby kogoś interesowało, dlaczego Agencja nie zagazowała Altruizmu, tylko zaangażowała i Erudycję, i Nieustraszoność: spieszę z odpowiedzią, że na to nie ma szczepionki, a przy – dosłownie – złych wiatrach cholera wie, kogo mogłoby porazić.

Proste. Widzę przechyloną fiolkę, szybki ruch ręką. Widzę ciała Altruistów i Erudytów leżące na ulicach i schodach. Widzę ogień pochłaniający rzeczywistość, którą udało nam się zbudować.
Że wypomnę jeszcze raz, bo lubię to wypominać: za wszechobecne ciała Erudytów i pochłaniający rzeczywistość ogień odpowiadał także sprawca kierowniczy – twój ukochany, którego uważasz za najlepszego człowieka, jakiego znasz.

Myślałem, że wspieram ją w czymś rozsądniejszym – odzywa się Matthew. – Gdybym wiedział, że pomagam rozpętać kolejną wojnę, to bym palcem nie kiwnął. Nie możemy tego tak zostawić. (...) Być może faktycznie niezbyt dobrze w tym kraju traktujemy UG, ale nie rozwiążemy tego problemu, zabijając ludzi. Chodź, trzeba iść do Davida.
Niedowierzanie i eufemizm. Jednak jesteś człowiekiem Agencji, Matthew.
Równie dobrze Matthew mógł na własną rękę tropić spisek Nity w nadziei na awans, a David mógł ni cholery mu nie wierzyć. Pod wpływem przerażającej, acz wymyślonej historyjki uzyskałby żywy dowód na trafność swoich podejrzeń w postaci gotowej do składania zeznań Tris.
Matthew wiedział, jak wygląda plan Nity. Musiał liczyć się z tym, że kiedyś zostanie wcielony w życie. Pomimo tego nie ostrzegł swojego przełożonego – wolał ryzykować masowymi trupami niż zwolnieniem i/lub więzieniem. Ano zdarza się i tak.

Nie wiem, co jest dobre, a co złe. Nie wiem nic na temat tego kraju, na temat jego realiów ani potrzebnych zmian. Ale wiem, że serum śmierci w rękach Nity i wywrotowców z peryferii nie różni się niczym od serum śmierci w rękach Agencji. Maszerujemy szybko w kierunku głównego wejścia, tego samego, którym weszłam tu po raz pierwszy.
Nie będę już oskarżała Tris, że zaufała pracownikowi Agencji na słowo i daje się ciągnąć do Davida. Jej czas na trzymanie języka za zębami był trochę wcześniej. Odkąd Matthew zareagował emocjonalnie i powiedział o serum śmierci, faktycznie może być bezwolna i skołowana.

Uriah stoi przy fontannie, ale nagle wybucha ściana i Uriah leeecii w powietrzu wraz z odłamkami owej fontanny. Dobre wyczucie czasu mieli rebelianci z tym odpaleniem bomby, czyż nie?
Może to kwestia preferencji czytelniczych, ale nawet czytając pierwszy raz nie przejęłam się Uriahem. Dla mnie był gościem z trzeciego planu, który ma bliską więź z bratem i bardzo lubi żartować, plus na etapie wojny, jak to na wojnach bywa, zaczynają dopadać go nieszczęścia. Tyle.

Mam otwarte usta. Wykrzykuję imię przyjaciela, ale sama siebie nie słyszę, bo tak głośno dzwoni mi w uszach.
Czy tylko ja zwróciłam uwagę, że Tris dosyć często dzwoni w uszach na skutek ekspozycji na różnorakie hałasy? Jest to jak najbardziej normalne, ale stało się również charakterystyczne.

Wszyscy wokół mnie kucają i zasłaniają głowy rękami. Ale ja tkwię bez ruchu i wpatruję się w wyrwę w ścianie. Nikt z niej nie wychodzi.
A mógłby wyjść Fobos!
(Wieeem, to zupełnie niemerytoryczne. To luźne skojarzenie).
Nie komentujemy instynktu samozachowawczego Tris. Dziewczyna jest w szoku, o.

Wszyscy uciekają, tylko Tris przepycha się do kumpla, ignorując próbującego ją powstrzymać Matthew. Strażnicy chcą włączyć alarm ale ten nie działa.

Nie powinniśmy iść na miejsce wybuchu. Ktokolwiek podłożył ładunek, jest już w budynku – rzuca. – Do laboratorium obronnego! Szybko! Laboratorium obronne. Święta racja.
Myślę o Uriahu leżącym na podłodze w odłamkach szkła i metalu. Wszystko się we mnie do niego wyrywa, każdy mięsień, ale wiem, że i tak nie mogę mu pomóc. Ważniejsze, żebym teraz wykorzystała chaos i uniemożliwiła Nicie oraz jej kompanom kradzież serum śmierci.
Matthew ma rację. Nic dobrego z tego nie będzie.
Pytanie tylko, w jaki sposób rebeliantów ma pokonać jeden pracownik umysłowy i jedno wiotkie dziewczę wprawdzie będące po szkoleniu wojskowym, ale nieuzbrojone? Nie lepiej byłoby, żeby Matthew skrzyknął tych strażników, którzy chwilę temu bezskutecznie próbowali odpalić alarm? Nie ma co na siłę udawać bohatera, gdy niebezpieczeństwo jest tak poważne.

Rusza przodem i daje nura w tłum, jakby skakał do basenu. Próbuję wpatrywać się wyłącznie w tył jego głowy, żeby go nie zgubić, ale rozpraszają mnie twarze innych, ich przerażone oczy i usta.
Khę? Przerażone usta? Czy też usta rozpraszające, bo krzyczące w przerażeniu?

Tris odnajduje się z Matthew. Jako że Tris ma rozcięty łuk brwiowy (przewróciła się na etapie biegu do Uriaha i rąbnęła się w kant stołu) Matthew wyraża troskę. Tris twierdzi, że nic jej nie jest, biegną więc dalej, dwaj terminatorzy gotowi pokonać rebeliantów:

Pędzimy obok siebie korytarzem, tym razem trochę mniej zatłoczonym. Widać, że ktokolwiek wdarł się do budynku, już tu był. Na podłodze leżą strażnicy, część z nich żyje, ale nie wszyscy. W pobliżu kranika z wodą pitną zauważam pistolet. Wyrywam dłoń z uścisku Matthew i doskakuję do broni.
Podnoszę ją i podaję Matthew. Kręci głową.
O, patrzcie, jakie Matthew i Tris mają szczęście! Akurat natknęli się na broń.
Może to czepianie się, ale Tris odnotowuje jedynie martwych strażników, ani jednego martwego rebelianta. Czyli dali się wystrzelać, nie czyniąc żadnych szkód napastnikom? No to kiepscy z nich strażnicy. W dodatku rebelianci wyjątkowo szybko sobie z nimi poradzili – obecnie akcja, jak to bywa w sytuacjach kryzysowych, pędzi niczym sprinter na sto metrów.

Nigdy nie strzelałem.
Oj, na litość boską! –
Jasne, że lepiej jest mieć broń niż jej nie mieć. Tylko że jeżeli Matthew nigdy nie strzelał, może i tak na niewiele mu się przydać. To nie film sensacyjny (ta, tylko powieść przygodowa), żeby człowiek od razu umiał skutecznie posłużyć się bronią.

Pistolet różni się od tych, którymi posługujemy się w mieście: nie ma odsuwanej na bok lufy ani tak samo naprężonego cyngla. Jest nawet inaczej wyważony.
Broń z roku 2700, czyli normalny pistolet, który każdy z nas może z łatwością sobie wyobrazić. W filmie było to lepiej przedstawione.

Dzięki temu łatwiej się go trzyma, bo nie przywołuje tych samych wspomnień.
Pistolet to pistolet. Nawet jeżeli jest trochę inny niż użyty do zabicia Willa to jak dla mnie, jeżeli Tris ma stres pourazowy, również powinien być problematyczny.

Następny korytarz, w który skręcamy, jest pusty. Nie licząc jednej strażniczki na podłodze. Nie rusza się.
Kolejna odsłona rebeliantów, którzy zrobili pokot strażników. Wystarczyło napaść znienacka – i ranili/wystrzelali wszystkich ludzi z założenia wyszkolonych do radzenia sobie w posobnych sytuacjach.

Zwalniamy i zaczynamy iść. Ściskam spluwę śliską od potu. Nie wiem, ile kul jest w magazynku ani jak to sprawdzić.
O, czyli pistolety z Agencji – w przeciwieństwie do pistoletów z Minaghi – nie mają nieskończonego magazynku?

Tris zaopatruje się także w broń martwej strażniczki. Idą dalej, słyszą jakieś głosy, zmierzają w ich stronę.

Za [drzwiami] znajduje się ciasny korytarz, w którym stoją trzy osoby. Mają na sobie grube, czarne ubrania, a w rękach trzymają tak wielkie karabiny, że nie wiem, czy zdołałabym nawet taki unieść.
Aż tak wielkie równa się mało praktyczne czy tylko tak mi się wydaje? Bo skoro zdrowa szesnastolatka powątpiewa, że mogłaby je unieść – a przecież może i jest niska, ale ręce to ma silne, podciągała całe ciało po tygodniu treningu – to muszą być faktycznie olbrzymy.

Na twarzach mają czarne maski, odsłaniające tylko oczy.
Przed podwójnymi drzwiami klęczy David z lufą przystawioną do skroni. Po brodzie cieknie mu krew. Wśród wywrotowców natomiast, w takim samym kamuflażu jak pozostali, stoi dziewczyna z czarnym kucykiem. Nita.
Czy rebelianci mieli na tyle szczęścia, że David akurat przebywał w pobliżu laboratorium, czy też zdążyli już tam go przywlec? Jeżeli to drugie – szybko im poszło. W ogóle zdaje się, że jak na razie szczęście bardzo im sprzyja.
No i dupa z groźnych masek, skoro jest się rozpoznawalnym po kolorze włosów :(