środa, 17 maja 2017

Rozdział 7


[Dziś późną nocą lub jutro; Beta musi sprawdzić (wszystko na ostatnią chwilę, przepraszam), a pomijając prace na pełny etat, ma jeszcze koci wolontariat i jest wysyp kociąt.]
+ Dziękuję wszystkim za wsparcie. Czekamy na wyniki.
+ Niestety nie mogę dać gwarancji, że rozdział będzie za tydzień. Teraz mam sesję.



Jakby ktoś zapomniał (ja miałam przez chwilę problem ;) ): w poprzednich rozdziałach ocaleńcy z ludobójstwa schronili się na terenie Serdeczności. Serdeczni przyjęli ich, jednocześnie informując o lokalizacji ofiar oprawców - przecież tereny rolnicze są neutralne, więc nikt ich nie zaatakuje. Altruiści bez podejrzeń przystali na takie rozwiązanie. Tris pobiła się z Peterem o dysk z programem "ludobójstwo", więc została karnie naćpana przez swoich opiekunów, którzy w takich metodach nie widzą niczego złego i stosują je na sobie na co dzień. W poprzednim rozdziale pożegnaliśmy ją mocno nietrzeźwą.



ROZDZIAŁ 7



Pięć godzin później, kiedy słońce zaczyna zachodzić, serum przestaje działać. Tobias zamyka mnie w pokoju na resztę dnia i zagląda do mnie co godzinę.
1. Pięć godzin – już zachód słońca? Wychodzi na to, że nasze gołąbki późno dziś wstały.
2. E... Nie, zamykanie Tris samej to zły pomysł, nawet jeśli jej zachowanie irytowało Tobiasa. Jeśli nie mówimy o parterze, mogła wyskoczyć oknem i zrobić sobie krzywdę (chociażby skręcona kostka bardo komplikowałaby sprawy, biorąc pod uwagę zamiar rychłego wyruszenia w drogę). Jeśli pozostajemy na parterze – mogła w każdej chwili tym oknem po prostu wyleźć i niechcący zrobić sobie krzywdę podczas zwiedzania terenu, wrócić do Altruizmu pod wpływem jakichś urojeń albo natknąć się na Petera. Właściwie dziwię się, że została w pokoju, ale widać było to potrzebne fabularnie. W każdym razie, kochający chłopak nie opuściłby ani na krok swojej poważnie i podstępem zatrutej dziewczyny (tak, z medycznego punktu widzenia mówimy o zatruciu).
3. Nikt mi nie powie, że pięć godzin z hakiem takiej intensywnej jazdy nie odbija się na zdrowiu. Po prostu nie.

Tym razem, gdy wchodzi, siedzę na łóżku i gapię się w ścianę.
Nie dziwię się. Twój organizm musi być wykończony, a sam mózg – mocno skołowany.

Dzięki Bogu mówi i opiera się czołem o drzwi. Już myślałem, że nigdy nie przestanie działać i będę cię musiał tu zostawić, żebyś... wąchała kwiatki czy co tam chciałaś robić na haju.
Dziwię się, że nie spytałeś Johanny, jak długo Tris będzie teraz naćpana. To podstawowa informacja.

Zamorduję ich. Normalnie ich zamorduję.
Daj spokój. Niedługo i tak stąd spadamy. Zamyka za sobą drzwi.
... Chcesz to zbagatelizować?! Twojej dziewczynie, która walczyła w słusznej sprawie, wstrzyknięto jakieś gówno i nie wyrażono skruchy, że do takiego incydentu w ogóle doszło! Gdyby coś takiego zrobiono jednemu z bliskich Koty, byłaby wściekła.

Z tylnej kieszeni wyciąga twardy dysk. – Pomyślałem, że możemy go schować za komodę.
Właśnie tam był wcześniej.
Tak, i dlatego Peter nie będzie już go tam szukać. Tobias jedną ręką odchyla komodę od ściany, a drugą wsuwa dysk.
Nie no.. To tak nie działa, Tobiasie. Peter może okazać się cwany i pójść także twoim tokiem myślenia. Zachowujesz się bardzo głupio, biorąc pod uwagę, jak ważne rzeczy znajdują się na dysku. Ile razy mam przypominać, że gdyby dane dostały się w niegodziwe ręce i trafiły do Erudycji, masakra zaczęłaby się na nowo? Ba, z tą bronią masowej zagłady postępują niefrasobliwie osoby, które były naocznymi świadkami koszmarnych skutków jej działania. W obecnej sytuacji, skoro już uparliście się, że nie zniszczycie dysku, powinien 24/7 być bezpośrednio przy Tobiasie niczym horkruks przy Harrym, Ronie lub Hermionie. Tak, siódma część cyklu dobrze obrazuje, jak należy postępować z czymś bardzo, bardzo ważnym – mianowicie: pilnować jak oka w głowie.

Czemu nie mogłam oprzeć się serum pokoju? – pytam. – Skoro mój mózg jest na tyle nietypowy, że potrafi zwalczyć serum symulacji, to dlaczego z tym sobie nie poradził?
Nie wiem naprawdę. Opada obok mnie na łóżko, robiąc wgłębienie w materacu. Może by oprzeć się działaniu serum, trzeba tego chcieć?
A może Tris wcale nie jest tak idealna, żeby poradzić sobie z każdą lokalną chemią, którą mieszkańcy Minaghi w siebie pakują/ ktoś w nich ją pakuje? Wolałabym opcję z niedoskonałością głównej bohaterki – żeby nie była robotem, który siłą woli zwalczyłby nawet wszystkie narkotyki z popularnego polskiego ćpuńskiego forum razem wzięte.

Ale przecież chciałam – stwierdzam poirytowana, choć bez przekonania. Chciałam? A może fajnie było na kilka godzin zapomnieć o złości, o bólu, o wszystkim?
Mam inną teorię: może sęk tkwi w tym, że ani się nie obejrzałaś, a już byłaś na haju? Wzięli cię podstępem. Nie wiedziałaś, że za chwilę znajdziesz się pod wpływem używki. Nie mogłaś – chociażby podświadomie – przygotować się na chemiczny atak. Hm, to byłby nawet niezły trop na pacyfikację Niezgodnych – igła bez uprzedzenia.

Czasem – mówi Tobias, obejmując mnie ramieniem ludzie po prostu chcą się czuć szczęśliwi, nawet jeśli to złudzenie.
Biorąc pod uwagę, co stało się w poprzednim rozdziale (do czego odnosi się powyższe zdanie), jedyne, co przychodzi mi do głowy, to narkomani i alkoholicy. Z jakiegoś powodu mądrość Tobiasa stała się jednym z ulubionych hasełek fanów trylogii (a przynajmniej była nią w roku 2014, gdy przeglądałam fandom).

Ma rację. Teraz spokój między nami też bierze się stąd, że o pewnych rzeczach nie rozmawiamy – o Willu, o moich rodzicach, o tym, że omal nie postrzeliłam go w głowę, o Marcusie. Ale nie mam odwagi tego zniszczyć, mówiąc prawdę, bo za bardzo potrzebuję jego wsparcia.
Hm, jak twój chłopak ma cię wspierać, gdy nie podejmujesz dręczących cię tematów? Chyba, że pod słowem „wsparcie” kryje się po prostu pogotowie seksualne – wtedy powyższe przemyślenia nabierają sensu. Inna sprawa, że przecież Tobias wie, że prawie do niego strzeliłaś (nawet wyjaśniałaś mu, dlaczego ostatecznie tego nie zrobiłaś) – co więcej, jakiekolwiek pretensje z jego strony dotyczące tego faktu byłyby bardzo dziwne, zważywszy na okoliczności. No i, jak już wspominałam, wiem, że zabijałaś zombie, nawet jeśli nie jest świadom, że jednym z zombiaków był Will, więc po poznaniu tożsamości jednej z ofiar nie powinien być zszokowany (ale tajemnica musi pozostać, żeby była drama). A jeśli masz potrzebę rozmawiania o twoich zmarłych rodzicach i wolisz nie poruszać tematu z misiem, żeby nie zrobiło się niespokojnie... pozostaje jeszcze brat, pamiętasz?
E, jaki brat. Nuda. Rozmowa z bratem nie skończyłaby się macankami (podczas gdy większość rozmów z chłopakiem nimi się kończy), po co więc rozpisywać się na tak nieinteresujące tematy.

Tobias zaczyna drażnić się z Tris, wykorzystując w tym celu jej durne wypowiedzi poserumowe (myślę, że na tym etapie na jego miejscu wciąż byłabym zbyt rozjuszona na patologiczne ćpuny, żeby śmiać się z krzywdy bliskiej mi osoby; cóż, przyjmijmy, że Tobias jest inny... bo przecież nie mamy złej woli i nie założymy, że sama autorka uważa cały epizod ze szprycą za element komiczny, czyż nie?). Wygoniony pan na pożegnanie cmoka swą panią w policzek. Pani – jak to, niestety, zdarza się ofiarom różnych ohydnych czynów – odczuwa silny wstyd związany z przymusowym odurzeniem (...ech, to nie ona powinna się wstydzić...), rezygnuje więc z kolacji we wspólnej jadalni.

Chowam się między gałęziami jabłonki w najdalszej części sadu i zrywam dojrzałe jabłka. Wspinam się po nie na tyle wysoko, na ile mam odwagę, czując palenie w mięśniach. Odkryłam, że bezruch robi małe miejsca na ból, więc staram się być cały czas w ruchu.
Mówimy o tej samej dziewczynie, którą poprzedniej nocy bolało nawet muśnięcie bandaża i której ranne ramię dało o sobie znać także pod wpływem serum, gdy Tobias nazbyt gwałtownie postawił ją na ziemi? Obecnie znalazła receptę na poważną niedyspozycję prawej ręki – ciągłe jej używanie? I dlaczego przy wspinaczkach bolą ją także pozostałe mięśnie? Mam teorię, że to skutki uboczne tego syfu, który władowano jej w hm, sali konfliktów.

Stoję na gałęzi i ocieram czoło skrawkiem koszulki, gdy nagle słyszę jakiś dźwięk. Z początku niewyraźny, miesza się z odgłosami cykad. Zastygam i nasłuchuję, a po chwili już rozpoznaję, co to jest: samochody.
Yeeaa! Tak, to Erudycja! :D A czego się spodziewaliście, skoro Serdeczni poinformowali ich, gdzie żeście wszyscy są? Przyjeżdżają dokończyć robotę. Przecież cynk od lokalnych rolników był jak zaproszenie:
Come to visit us they kept demanding
And he really came!
 [M. Boney, Rasputin]

[filmowy Eric; w książce nie przyjechał i słusznie, jest ranny]

Tris drogą dedukcji i obserwacji upewnia się, że ma do czynienia z Erudycją, nie ciężarówkami Serdecznych (swoją drogą, stawiam, że serdeczni kierowcy nie są kierowcami bezpiecznymi). Po drodze mamy takie zdania:

Łapię się obiema rękami gałęzi nad głową i podciągam tylko na lewej ręce. Dziwi mnie, że nadal jestem w stanie to zrobić.
Dziwię się, że w ogóle jesteś w stanie to zrobić, nawet jeśli założymy, że tygodniowy trening fizyczny był intensywny (a z tego, co obserwowaliśmy, nie był). Kota ma w domu drążek, jak już wspominała przy okazji próby Christiny, codziennie na nim się buja/ utrzymuje tylko na rękach, i na jednej ręce podciągnąć się nie umie. Dziwię się też, że tak czy inaczej nie poczułaś bólu w drugiej ręce (przypominam: muśnięcie bandaża, postawienie na ziemi).

Przypominam sobie, jak wspinałam się na diabelski młyn na przystani, drżą mi mięśnie, ręce pulsują bólem. Jestem ranna, ale też silniejsza, więc mam wrażenie, że łatwiej mi się wspina.
Nie ma żadnych logicznych podstaw, byś była teraz silniejsza niż podczas zabaw z diabelskim młynem. Po zdobywaniu flagi nie było już żadnych treningów, dzięki którym mogłabyś zdobyć więcej pary w ramionach – noże, Dzień Wizyt, wyniki pierwszego etapu, później już tortury na fotelu.

Zaczynam się podciągać, żeby postawić na niej [gałęzi] drugą nogę, a wtedy pęka z trzaskiem. Wydaję głuchy okrzyk i spadam, ale w ostatniej chwili chwytam się pnia.
Tak na logikę, w tej chwili powinno ci po prostu pociemnieć przed oczami z bólu i/lub powinnaś spaść aż na dół, pod wpływem cierpienia równie odruchowo puszczając ten pień.

Tris upewniła się, że źli nadchodzą, więc gna ostrzec swoich ile tylko sił w nogach. Widzicie, jak dobrze się złożyło, że główną bohaterkę naćpali i wstydziła się pokazać ludziom? Przydatne fabularnie. Po szaleńczym, nawet dobrze opisanym biegu wpada do jadalni. Jest tak zadyszana, że jest w stanie wykrztusić tylko jedno słowo: Erudycja. Jadą tu?, pyta Tobias, dziewczę przytakuje i – znów zapytane przez swojego chłopaka – mówi, że nie jest pewne, czy mają czas na ucieczkę.

Altruiści po drugiej stronie stołu już zaczynają się nam przysłuchiwać. Zbierają się wokół nas.
Czemu mamy uciekać? – pyta Susan. – To strefa bezpieczeństwa Serdeczności. Konflikty są
zakazane.
Uznałabym tę naiwność za wiarygodną psychologicznie, ale przed ludobójstwem. Teraz jest czymś, czemu nie daję wiary. Ojciec Susan zginął, dziewczyna uciekła uzbrojonym zombie-żołnierzom, na sto procent słyszała wrzaski, prawdopodobnie widziała trupy... i jeszcze wierzy, że odpowiedzialni za masakrę ludzie uszanują jakiekolwiek normy? Historycznie rzecz biorąc, ofiary podobnych wydarzeń zazwyczaj traciły wszelaką wiarę w ludzkość. Susan powinna być straumatyzowana i reagować paniką jak Żyd na wieść o nadchodzącym SS (przepraszam za liczne skojarzenia historyczne, ale to samo się nasuwa).

Serdecznym trudno będzie wyegzekwować tę zasadę – stwierdza Marcus. – Bo jak nie dopuścić do walki bez walki?
Luźny komentarz związany z materiałem przerabianym przez Kotę na uczelni: obecnie próbuje się załatwić tę kwestię, tworząc oddziały rozdzielające strony, używające broni jedynie w samoobronie. Ale to w praktyce różnie wychodzi.

Do Susan dociera, że Marcus ma rację, jednak zachowuje spokój.

Ale nie możemy się stąd wydostać mówi Peter. Nie mamy czasu. Zobaczą nas.
Tris ma broń. Możemy spróbować się przedrzeć. Tobias podnosi się, żeby iść do sypialni.
Serio? Przedrzeć się, gdy broń ma tylko JEDNA osoba, a ci, którzy nadjeżdżają, są sporą uzbrojoną grupą? A pozostali czym będą walczyć, widłami i łopatami?

Czekaj – powstrzymuję go. – Mam pomysł. – Przyglądam się grupce Altruistów. – Przebrania. Erudyci nie mają pewności, czy jeszcze tu jesteśmy. Możemy udawać Serdecznych.
Trochę gorzej, jeśli mają ze sobą jakiegoś kolaboranta, który wie, jak wyglądacie – bo skoro istnieją kolaboranci z Nieustraszoności, to czemu nie z Altruizmu? Hm, właściwie taki kolaborant nawet nie musi być kimś podłym – może współpracować pod groźbą śmierci.
A to jeszcze najmniej prawdopodobny scenariusz sposobu na zniszczenie waszego planu. W dalszej części mówimy, co z tą koncepcją jest BARDZO nie tak.

W takim razie ci, którzy nie mają na sobie ubrań Serdecznych, niech idą do sypialni – nakazuje Marcus. – Reszta, rozpuśćcie włosy i starajcie się zachowywać jak oni.
I jeszcze mi powiedz, że ty zostajesz na miejscu, rozpoznawalny polityku. Co więcej... ty naprawdę nie bierzesz pod uwagę, że oni tu zaraz urządzą kipisz? Po tym wszystkim, czego byłeś świadkiem? Niedawno nie uszanowali waszego miru domowego, czemu teraz miałoby stać się inaczej? Znajdą wszystkie podejrzane przedmioty/ pochowanych po szafach ludzi.

Tris idzie do swojego pokoju, pomimo złych przeżyć związanych z pistoletem chowa go pod koszulę. Zabiera również leki przeciwbólowe.

Potem wyciągam zza komody twardy dysk. Jeśli Erudyci nas złapią – co bardzo prawdopodobne –będą nas przeszukiwać, a ja nie chcę oddawać im symulacji ataku. Ale na dysku jest też nagranie z kamery monitorującej, na którym zarejestrowano atak. Zapis tego, co straciliśmy. Zapis śmierci moich rodziców. Jedyne, co mi po nich zostało. A ponieważ Altruiści nie robią zdjęć – jedyny, jaki mam, zapis tego, jak wyglądali. Wraz z upływem lat, gdy wspomnienia zaczną blednąć, co mi zostanie, by przypominać o ich wyglądzie? Ich twarze zamażą się w mojej pamięci. Już nigdy więcej ich nie zobaczę.
W sektorze Altruizmu była tylko JEDNA, powtarzam, JEDNA kamera. Z tego, co rozumiem, typu przemysłowego – ogarniająca wielu ludzi. Nawet jeśli założymy, że twoja matka szczęśliwie zginęła akurat w jej zasięgu (serio chcesz to odtwarzać?), raczej nie masz za dużych szans na wyraźne odtworzenie jej twarzy. Zarzut przemysłowości kamer dotyczy także twojego ojca – i serio, czy naprawdę w imię pamięci planujesz oglądać, jak banda zombioli robi z niego sito, a on strzela, na chwilę przed śmiercią przytrzymując sobie ręką flaki? Wiem, o co chodzi w całej scenie – dramatyzm, dylematy, poświęcenie „zdjęć” mamy i taty – ale naciągane to wszystko.
Można by przyjąć, że Tris ma na myśli jakieś bardziej neutralne ujęcia – ot, tata jedzie razem z nią windą – ale przecież ona mówi wprost o zapisie zgonu.

Dobra. Tris mądrze czyni, rozwalając wreszcie ten piekielny dysk. Później wraca do nielicznych Altruistów. Caleb zauważa, że siostra wciąż jest w szarej koszuli... przymknijmy oko na to, że Serdeczni dali jej inne ubrania (może nosić koszulę z sentymentu) oraz na to, że zapominanie o takim „szczególe” to brak instynktu samozachowawczego (przecież obecnie wszystko kręci się wokół zakamuflowania przynależności frakcyjnej).

Dotykam koszuli ojca i waham się chwilę.
To taty – wyjaśniam. – Jeśli ją zdejmę, będę musiała ją tu zostawić. Boleśnie gryzę się w wargę, żeby się opanować. Muszę ją zdjąć. To tylko koszula. Nic więcej.
Włożę ją pod swoją – proponuje Caleb. – Nic nie będzie widać.
Calebie, to miło z twojej strony. Jeżeli zapomnimy, że to TY dałeś swoją koszulę Tris, a nie wasz ojciec. Ojciec dał koszulę Peterowi. Omawiałam już tę kwestię. Wiem, że Roth wpadła na wzruszający motyw ostatniego ubrania po rodzicu dopiero teraz, stąd brak konsekwencji między dwoma tomami – ale tak, to wszystko psuje.

Tris przebiera się w serdeczną koszulę, Caleb robi, co zapowiedział.

Drzwi są otwarte, więc widzę, jak Tobias upycha ciuchy Altruistów w kontenerze na śmieci.
Po raz wtóry poinformuję, że tu na pewno odbędzie się kipisz. To powinno być zakopane. Wiem, że macie mało czasu, ale macie też łopaty i sporo ludzi, którzy mogą rzucić się do pracy. Bo o spaleniu mowy być nie może – zanim ciuchy się sfajczą, będzie za późno.

Myślisz, że Serdeczność będzie nas kryć? Opieram się o otwarte drzwi.
Nie. Zachowali się jak rasowi szmalcownicy. Że też żadnemu Altruiście nie przyjdzie do głowy, że to cholerna pułapka.

Tobias twierdzi, że Serdeczni będą ich kryć, by nie dopuścić do walki. Bohaterowie rozmawiają chwilę o swoim wyglądzie. Pięć wesołych aut przyjechało. Ich zawartość: pięciu Erudytów, około piętnastu czarnych wojaków.

Gdy Nieustraszeni podchodzą bliżej, widzę, że na ramieniu mają opaski z niebieskiego materiału, co może oznaczać tylko jedno – posłuszeństwo względem Erudycji
Mam dwa skojarzenia. Jedno nieprzyjemne, historyczne, a drugie...
[Niedźwiedzie z Tabalugi]

Tak. Tu jest Nieustraszoność, frakcja licząca kilkaset osób (więc ludzie się kojarzą), a Tobias idzie do nich jak w dym. Tobias, który na pewno nie jest anonimowy – był instruktorem, zrezygnował z kierowniczej funkcji, miał tylko cztery lęki, ponoć był bardzo dobry w tym, co robił. Nawet jeśli założymy, że Ci Źli nie wiedzą, kto odpowiada za przerwanie symulacji – czyli nie są nastawieni na ściganie specjalnie Tobiasa i Tris – ta dwójka i tak nie ma prawa pozostać nierozpoznana! Tak, Tris także – przeszła z Altruizmu do Nieustraszonych i miała świetne wyniki, również nie ginęła w tłumie.

Tobias doradza Tris, jak ma się zachowywać, jednocześnie całując jej twarz. Dzwonek wzywa wszystkich do jadalni. Po drodze Tris wyciąga Susan spinki z włosów, żeby nie miała zbyt altruistycznej fryzury. Altruiści są uśmiechnięci (?! – no przyjmijmy, że to reakcja stresowa) i cisi. Z inicjatywy Tris altruistyczne dzieciaki zaczynają się bawić. Wszyscy udają Serdecznych.
Hm, jeszcze w kwestii ubrań... pamiętacie, że Tris dostała znacznie za duży komplet ciuchów? Stawiam, że w ogólnym chaosie wielu ocaleńców ma teraz na sobie ubrania nie do końca dopasowane do wzrostu i postury. Załóżmy, że Serdeczni tradycyjnie nie dbają, czy gacie ich opinają, czy spadają im z tyłka, bo inaczej niedopasowane stroje będą wyglądać podejrzanie. Załóżmy też, że żadna frakcja nie dysponuje ewidencją ludności, bo inaczej napastnicy po prostu wyczytają wszystkich Serdecznych po kolei i odstrzelą resztę.

Przy drzwiach do jadalni stoi dwóch zdrajców Nieustraszoności – z bronią w ręku. Sztywnieję. Nagle dociera do mnie, że wchodzę nieuzbrojona do budynku otoczonego przez Erudycję i Nieustraszoność i że jeśli odkryją, kim jestem, nie będę miała nawet dokąd uciec. Zastrzelą mnie.
Nie, nie wchodzisz nieuzbrojona. Masz pistolet, to po pierwsze. Po drugie, oni nie odkryją, kim jesteś, oni cię rozpoznają. A jak nie ciebie, to twojego chłopaka.

Tris stresuje się, więc Susan łapie ją pod rękę i symuluje opowiadanie kawału. Beztroskie chichoty w obliczu broni i dziwnej sytuacji jak najbardziej pasują do przećpanej frakcji, plus dla Susan. Ludzie siadają przy stole, rozłażą się po sali, czekają.

Nasi przyjaciele z Erudycji i Nieustraszoności poszukują pewnych osób odzywa się Johanna. – Kilkunastu członków Altruizmu, trzech Nieustraszoności i byłego nowicjusza Erudycji. – Uśmiecha się. W imię dobrze rozumianej współpracy poinformowałam ich, że ci ludzie faktycznie przebywali tu jakiś czas, ale już wyjechali. Nasi przyjaciele proszą, żeby pozwolić im przeszukać naszą siedzibę, co oznacza, że musimy głosować. Czy ktoś jest przeciwny przeszukaniu?
... Caleb. Tobias i Tris są rozpoznawalni dla Nieustraszonych (Peter pewnie także – ja wiem, że autorka nie uwzględnia relatywnie niewielkiej ilości mieszkańców frakcji, ale ja jak najbardziej tak!), Caleb – dla Erudycji. Zdążyłam zapomnieć o jego obecności. Był nowicjuszem, którzy przeszedł z frakcji Altruistów, synem polityka nielubianego przez Erudytów. Czyli był charakterystyczny. Kurczę, oni wszyscy są charakterystyczni. Plan wtopienia się w tłum nie ma szans powodzenia i jest dziecinny.

Oczywiście Serdeczność się nie sprzeciwia. Większość wrogiego towarzystwa rozłazi się a Tris słusznie zauważa, że mogą znaleźć wiele podejrzanych rzeczy... włącznie ze szczątkami twardego dysku. Tak, ona je zostawiła. Szare ubrania też zapomniała wyrzucić. Nieustraszeni łażą po sali. Tris cieszy się, że nie przyciąga niczyjej uwagi...

Ale Tobias owszem. Z jego postawy bije duma, jego oczy obejmują w posiadanie wszystko, na czym spoczną. A to nie jest cecha Serdeczności. To cecha Nieustraszoności.
Kocie nie imponowałaby ta postać, gdy miała, dajmy na to, czternaście lat, nie imponuje więc tym bardziej w dwudziestym drugim roku życia. Tobias nie uczynił niczego tak spektakularnego, żeby cierpieć na naddumę widoczną na pierwszy rzut oka nawet w okolicznościach, w których absolutnie widoczna być nie powinna.

Masz trochę za krótkie włosy jak na Serdecznego zauważa [jedna z Nieustraszonych]. ...nie obciął włosów na Altruistę.
Jest gorąco – odpowiada Tobias.
Wymówka może by ją przekonała, gdyby nie ostry ton, jakim ją wypowiedział. Kobieta wyciąga rękę i palcem wskazującym odchyla kołnierzyk koszuli, odsłaniając tatuaż.
Prywatnie uważam, że to nie kwestia ostrego tonu. Że powieść zachowuje resztki logiki i Tobias po prostu został rozpoznany, a Tris błędnie interpretuje przyczyny prowadzące do skutku. Za moja teorią stoi fakt, że kobieta postanowiła sprawdzić, czy Tobias nie ma aby na plecach tatuażu – wszakże normą u Nieustraszonych są tatuaże ogólnie, a nie tatuaże na plecach. Oficjalnie Tobias dał radę utrzymać istnienie przypałowego tatuażu w tajemnicy, ale nieoficjalnie – kto wie.

Tobias zrywa się z miejsca. Łapie ją za nadgarstek i pociąga tak, że ta traci równowagę. Uderza głową o kant stołu i upada na ziemię. W sali rozlegają się wystrzały, ktoś krzyczy i wszyscy chowają się pod stołami lub przykucają przy ławach.
Taaak. Dwóch pozostałych Nieustraszonych kolaborantów nie da rady postrzelić Tobiasa... bo nie. Nie mówię już, że powinni od razu perfekcyjnie wycelować mu w głowę, ale chociażby w rękę – jak najbardziej tak. To jest dobry moment. Tobias (na razie) niczym się nie zasłania, a jego atak na kobitkę czyni z niego oczywisty cel.

Tris jako jedyna nie schowała się pod stołem, bo znów gnębi ją trauma. Tobias używa kobity jako tarczy i nawołuje swoje kochanie do udzielenia mu pomocy, jednocześnie strzelając do drugiego kolaboranta (i, jak rozumiem, perfekcyjnie i w sekundę zabijając – standardowe unieszkodliwienie bez wrzasków czy też krwi). Tris nie potrafi skorzystać z pistoletu, Nieustraszony z drugiego końca sali celuje do niej, czarny otwór na końcu lufy się powiększa. (To metafora, że podchodzi). Czemu na bezczela idzie przez salę, gdy na placu pozostał tylko on i uzbrojony, zasłaniający się żywą tarczą przeciwnik? Na logikę nie powinien się teraz tak wystawiać. Powinien również za czymś się schować, żeby podjąć strzelaninę z Tobiasem lub uciekać, by wezwać posiłki.
Cóż, Tris zaraz odejdzie do krainy wiecznych łowów, jej facet... nie widzi, co się dzieje? Czemu nie strzela do napastnika? Tego nie wiemy. W każdym razie w ostatniej chwili...

Caleb przyskakuje do mnie i wyrywa mi pistolet. Trzyma go oburącz i strzela w kolana Nieustraszonego, który stoi ledwie kilka kroków dalej. Nieustraszony wrzeszczy i upada, łapiąc się za nogę.
Pomińmy fakt, że mający wybitnie niewielkie doświadczenie chłopak precyzyjnie przestrzelił kolano agresora – w analizowanej historii dokonywano nie takich wyczynów. Zapamiętajmy jednak bohaterski czyn Caleba, który uratował życie swojej siostry. Zastanówmy się, czy przejdzie to bez echa, czy też wdzięczna Tris chociaż podziękuje bratu. Albo – czy podziw okaże ktokolwiek inny.

Tobias wykorzystuje okazję i strzela mu w głowę. Strażnik nie cierpi długo.
Egzekucja bez procesu, panie dziejku. Cała scena składa się na pierwszą sytuację, gdy Tobias oficjalnie zabija przeciwników – w dodatku drugiego z nich nie w bezpośredniej samoobronie (pierwszego Nieustraszonego ubił na zasadzie „strzelam albo on zastrzeli mnie”). Nie zamierzam czepiać się pod kątem moralnym (Nieustraszeni nie znają konwencji genewskich, Tobias działa w sytuacji silnego stresu, Tobias z dużą dozą prawdopodobieństwa może przypuszczać, że dobity wróg na trzeźwo brał udział w paskudnym ludobójstwie). Nie zamierzam postulować, że pozytywni bohaterowie YA powinni wykazywać się cnotami i nie dobijać rannych – to naiwne podejście, w dodatku od dawna nie uważam protagonistów za zdrowych moralnie. Zamierzam jednak nie po raz pierwszy odwołać się do psychologicznych konsekwencji takich czynów, cytując fragment historii prawdziwego człowieka. Przepraszam, że będzie długo.

W owym czasie kilka „grup szturmowych” przeprowadzało ćwiczenia w rozbrajaniu Niemców. Któregoś zimowego wieczoru około godziny 19 Rudy w tym właśnie celu wyruszył z jedną ze swych grupek na miasto. (...) Na rogu Nowogrodzkiej na wprost Rudego zbliżał się oficer SS. Gdy odległość między obydwoma zmniejszyła się do pięciu kroków, Rudy wyjął pistolet i skierował go ku piersi SS-manna.
Ręce do góry! – rzucił krótko. (...)
Czy pan zwariował? – wykrztusił wreszcie hitlerowiec. (...) Uskoczył na jezdnię i sięgnął do boku po broń. Rudy nacisnął spust pistoletu i nieruchomy patrzał, jak SS-mann zgina się wpół i pada na śnieg. (...) Rudy bez pośpiechu schylił się nad umierającym hitlerowcem i odpiął mu pistolet. Wzrokiem szukał wzroku Niemca.
Pan jest SS-mann, prawda? (Rudy dobrze mówił po niemiecku). Pan wie, co to są obozy koncentracyjne dla Polaków? Słyszał pan o Oświęcimiu? O sposobie badań gestapo, o odpowiedzialności zbiorowej?
Niemiec zdaje się zrozumiał, co do niego mówiono. Rysy twarzy Rudego były stężałe w zaciętości. Stężeniem mięśni twarzy opanowywał niespokojne bicie serca i wzrastający niepokój duszy: krew... oczy umierającego... Włożył pistolet hitlerowca do swego płaszcza i wolno poszedł w kierunku Marszałkowskiej. Ubezpieczenie szło po drugiej stronie ulicy.
(...) Tylko wojna, wojna, której w Polsce wyjątkowo potworne formy nadali hitlerowcy, wytworzyć mogła tego rodzaju sytuację, w jakiej znalazł się Rudy i dziesiątki, a może setki tysięcy podobnych mu ludzi. Bo Rudy był w istocie człowiekiem dobrym. (...) Pełnił swą służbę podziemną. Pełnił ją, rozwiązawszy w sumieniu swoim trudne zagadnienie zabijania. Boć to przecież był czas pierwszych wystąpień Rudego z bronią. Tego właśnie ostatniego problemu nie mógł rozgryźć Alek. Kwestia pozbawienia życia, nawet takiego nikczemnego wroga, jakim jest hitlerowiec, odbierała Alkowi spokój snu. Przez parę miesięcy męczyło go to, gnębiło. Radził się wielu ludzi, do których miał zaufanie. Wybrał jednego z najbardziej rozumnych spowiedników i poszedł do spowiedzi, w czasie której zwierzać się począł z największej swej udręki – zabijania. Na całe dnie wymykał się do lasu, gdzie krążył w samotności, szarpiąc się z tym, z czego nie widział wyjścia. Całą duszą pragnął walki, walką żyła cała jego istota. Walka z bronią była przecież koroną walk i, gdy wyobraźnia podsuwała mu obrazy obrony, odpierania napaści wroga w potyczce – nie miał żadnych wątpliwości. Natomiast gdy stawiał siebie w sytuacji napadającego, w szczególności napadającego przez zaskoczenie, szarpał się i dręczył, i w swym odczuwaniu chrystianizmu nie widział rozwiązania tej wątpliwości. Przywoływał wówczas na myśl wszystkie potworności okupacji niemieckiej w Polsce. Zamordowanie ojca, bestialskie znęcanie się gestapowców nad dziesiątkami tysięcy mężczyzn i kobiet, niesamowitość zbrodni dokonywanej na całym trzymilionowym społeczeństwie żydowskim w Polsce. To wszystko było prawdą, lecz strzelić do niespodziewającego się niczego człowieka? Ile razy o tym myślał – odczuwał niepokój...
A. Kaminiński, Kamienie na szaniec.

Podsumowując: nie, niezależnie od bestialstwa przeciwnika, zabijanie bez konsekwencji psychologicznych nie jest takie proste. W analizie Darów Anioła słusznie zauważono, że nawet żołnierzy szkolą do „zdejmowania celów”, a nie mordowania bliźnich. Wraz z Tris przeszliśmy przez cały proces nowicjatu – i nie uświadczyliśmy podobnego prania mózgu. Ci młodzi ludzie nie są ideologicznie przygotowani do zabijania (tak samo, jak przygotowani nie byli nastoletni powstańcy z II wojny światowej).

Tobias nakazuje ucieczkę wszystkim Altruistom, jednocześnie celując pistoletem w Erudytkę, która miała pilnować trzech kolaborantów. Ja tam obawiałabym się też o los Serdecznych (nie, że na miejscu Tobiasa – on działa pod wpływem chwili, chce męsko ocalić „swoje stado” – ale ogólnie prawdopodobnym jest, że złe przymierze Erudycja–Nieustraszoność odstrzeli teraz część Serdecznych – ot, dla przykładu, co się dzieje, gdy ktoś odmawia współpracy z Nowym, Wspaniałym Ładem. Za szczególnie zagrożoną rychłym zgonem uznałabym Johannę).
Towarzystwo zbiera się. Należy zaznaczyć, że opiekuńczy Caleb podnosi z ławki wciąż ogłupiałą Tris. Cóż, troszczy się o nią.

Nagle coś widzę. Drgnięcie, ukradkowy ruch. Erudytka unosi mały pistolet i mierzy do idącego przede mną mężczyzny w żółtej koszuli. To instynkt, a nie przytomność umysłu każe mi działać. Popycham mężczyznę i kula trafia w ścianę, a nie w niego czy we mnie.
Co?! Była uzbrojona i nie zareagowała, gdy jedyną posiadającą broń osobą zdawał się być Tobias, a dwóch nieobezwładnionych przez niego popleczników zachowywało się jak dotknięci imperatywem narracyjnym?! Dlaczego celuje w Serdecznego, zamiast w Tobiasa czy Caleba, czyli osobniki uzbrojone? Co da jej morderstwo na losowym rolniku czy altruistycznym przebierańcu? Jakaś kryptosamobójczyni? W ten sposób ryzykuje, że Caleb z Tobiasem rozniosą ją na strzępy, a wcale nie pomaga swojej stronie w osiągnięciu sukcesu (sukces mogłoby przybliżyć zastrzelenie jednego z uzbrojonych panów).

Odłóż broń rozkazuje Tobias, mierząc w Erudytkę. Mam świetne oko, nie tak jak ty.
Mrugam kilka razy, bo oczy zachodzą mi mgłą. Peter odwraca się do mnie. Właśnie uratowałam mu życie. Ale nie dziękuje mi, a ja udaję, że go nie znam. Erudytka rzuca pistolet na ziemię. Idziemy z Peterem do wyjścia. Tobias idzie za nami tyłem, żeby nie spuścić z muszki Erudytki. W ostatniej chwili, tuż przed tym, zanim mija próg, zatrzaskuje za sobą drzwi. Rzucamy się do biegu.
... Ach, to po to pojawił się motyw Erudytki, która swe mordercze zamiary ujawnia z opóźnieniem oraz nie wobec tej osoby, wobec której logika nakazuje. Żeby Peter zaczął mieć dług u Tris. Zapomniałam już o tym motywie. Cóż, jest potrzeby Roth, przyda się w dalszej części powieści.
Tobias jest niekonsekwentny. Nie mamy ani słowa o tym, żeby zabrał porzucony przez Erudytkę pistolet. Erudytka wciąż jest groźna. Nie została unieszkodliwiona... podczas gdy kilka minut wcześniej nasz heros zabił przeciwnika, który de facto już mu nie zagrażał, w każdym razie nie tak, jak Erudytka bez żadnych ran i w pełni sił.
PS. A co stało się z Nieustraszoną, którą Tobias się zasłaniał? Słowa o niej nie ma. Nie ma też nic o tym, żeby pistolet gościa, którego Tobias zastrzelił jako pierwszego, został przejęty przez tych dobrych. Te dwie wredne baby zaraz będą strzelać im w plecy! Mają z czego.

Pędzimy bez tchu główną alejką w sadzie. Wieczorne powietrze jest ciężkie jak koc i pachnie
deszczem.
Skoro Tris zwraca uwagę na rozstępy u wroga, stojąc niemal u bram śmierci, to na zapach powietrza tym bardziej, gdy śmierci ucieka.

Gonią nas krzyki. Trzaskanie drzwi samochodów.
Załóżmy, że Nieustraszeni kolaboranci oraz Erudyci zaczęli zbiegać się już wcześniej (chociaż chyba nie zdążyli odejść zbyt daleko), bo wszystkie dźwięki dobiegające z jadalni podczas Szybkiej Akcji były iście alarmujące – strzały, wrzaski postrzelonego gościa.

Towarzystwo wskakuje między drzewa i jednocześnie w pole kukurydzy (mało praktyczna ta uprawa). Tobias i Tris biegną, trzymając się za ręce (niee, to wcale nikogo nie spowalnia).

Rozdzielcie się! wrzeszczy ktoś, chyba Marcus. Rozdzielamy się i rozprzestrzeniamy po
całym polu jak rozlewająca się woda.
Tak. Z tego, co możemy zrozumieć, Marcus również był na sali. Czyli obecni byli: słynny polityk Altruistów, charakterystyczny były nowicjusz Erudycji, dwójka nieanonimowych Nieustraszonych, Peter (też mógł być znany przez kogoś z Nieustraszonych kolaborantów). Idealna konspira.
(Swoją drogą... te wszystkie ofiary ludobójstwa mają nerwy ze stali, że dały radę zachować spokój, wchodząc do jadalni i siedząc, gdy dookoła krążyli zbrodniarze, w dodatku w towarzystwie był powszechnie znany Minaghi Marcus. Nikt nie spanikował. Dekonspira nastąpiła – przynajmniej oficjalnie – bo arogancki gówniarz nie pohamował Naddumy).

Jasne, rozdzielić się. Teraz Tris, tak dla odmiany, złapała za rękę Caleba. Biegnie, gapiąc się w plery swojego misia. Gnające dookoła towarzystwo ginie, niczym przy niedawnym ludobójstwie. Przykro mi, Altruiści – to musiało się tak skończyć, to było oczywiste, odkąd Serdeczność poinformowała Erudycję o waszej lokalizacji. Naturalna konsekwencja.

W końcu docieramy do ogrodzenia. Tobias pędzi wzdłuż ogrodzenia i wali w nie, póki nie znajduje dziury.
... Dziury. To ogrodzenie było dziurawe ot tak, już wcześniej, mimo pełnienia roli Ważnej Przeszkody? Czy też Altruiści uciekający w noc ludobójstwa jednak dostali się na tereny Serdeczności poprzez zrobienie w nim dziury? Jeśli prawdziwa jest opcja druga – jakiego narzędzia użyli? I dlaczego Roth nic nam o tym wcześniej nie wspomniała, skoro dziura pełni teraz istotną rolę? Jeśli prawdziwa jest opcja numer jeden – czy wiedza o dziurawości ogrodzenia była wiedzą powszechną? Jeśli Tobias nie wiedział wcześniej o dziurze – to skąd podejrzewał, że może ona gdzieś być? Walenie jak odruch ślepej desperacji?
Tak czy inaczej, towarzystwo wyszło przez dziurę.

Zanim znów zrywamy się do biegu, zatrzymuję się jeszcze na chwilę i oglądam na pole kukurydzy, które zostawiliśmy za sobą. W oddali widzę światła reflektorów. Nic jednak nie słyszę.
Gdzie reszta? – szepcze Susan.
Została zabita – odpowiadam.
1. Ci źli zdecydowali się na wjazd w pole kukurydzy (Tris biegła pomiędzy kukurydzą, gdy dookoła niej ginęli ludzie). Jakim cudem zostali daleko, daleko w tyle? Mamy do czynienia z oddziałem super sportowców? Dlaczego zaprzestali pościgu?
2. Znów wszystkich wykończono na czysto. Niczyje agonalne wrzaski nie niosą się przez pole.
3. Oficjalnie bieg przeżyli: Susan, Tobias, Caleb, Tris. Akurat główna bohaterka z ekipą znanych nam postaci są jedynymi, którzy się wydostali. Co za zbieg okoliczności. (Kwestię Marcusa zostawimy na później, Petera także).

Susan płacze, Caleb ją pociesza. Towarzystwo idzie z dala od drogi, ale wzdłuż torów. Tris twierdzi, że złe siły nie sforsują płotu i za jakiś czas objawią się na drodze. Dlaczego mieliby nie dać rady sforsować autem dziurawego płotu, skoro (najbardziej prawdopodobna wersja) banda ocaleńców z ludobójstwa potrafiła porządnie go rozerwać?
Tobias ma pretensje do Tris, że nie zareagowała na jego apel o pomoc w trakcie walki, że nie ratowała własnego życia.

Ej! – woła Caleb. Daj jej spokój, okej?
Nie. – Tobias wbija we mnie wzrok. – Ona nie potrzebuje spokoju.
...
Nie. Wcale nie potrzebuje spokoju po tym, jak była świadkiem śmierci obojga rodziców, a zeszłej nocy byłeś świadkiem, jak z tego powodu płacze – i jak za swój płacz przeprasza.
PS. Po raz drugi zwróćmy uwagę na postawę Caleba (byłoby – po raz trzeci – gdyby nie fakt, że Kota nie uznaje motywu z koszulą).

Tris tłumaczy, że spanikowała i że to się już więcej nie powtórzy. Tobias słusznie twierdzi, że powinni znaleźć kryjówkę. Tamci się przegrupują i zaczną nas szukać, informuje. Tris wyraża wątpliwości – czy na pewno są tak ważni?

My? Owszem. Tak naprawdę chodziło im pewnie tylko o nas. I może jeszcze o Marcusa, który już pewnie nie żyje.
Skoro twoim zdaniem chodziło im o was, to na pewno wiedzieli, jak wyglądacie. Mieli przynajmniej jakiś rysopis w rodzaju „chuda blondynka, ranna w rękę”. Pomimo podejrzeń, że jesteście celem numer jeden, uznałeś, że ciuchy Serdecznego wystarczą, żeby przygoda skończyła się dobrze?
Aha, Kota twierdzi, że wcale nie chodziło jedynie o was, bucu jeden. Oni przeprowadzają czystkę na całej frakcji – dowodem jest fakt, że wybili uciekających razem z wami Altruistów.

Tobias nie okazuje emocji w związku z potencjalnym zgonem ojca, a Tris nie wie, jakich emocji powinna od niego oczekiwać. Towarzystwo idzie dalej, Caleb opiekuje się Susan.

A ja aż dotąd nie zdawałam sobie sprawy, że nowicjat w Nieustraszoności nauczył mnie czegoś ważnego: jak iść mimo wszystko.