piątek, 23 lutego 2018

Rozdziały 29 i 30

Ha, jak miło znowu coś tu publikować! :D
W dodatku ze świadomością, że odpowiedź była już w dniu, w którym zapowiedziałam wpis.
Pamiętam o dedykacjach, ale dziś mamy gościa, więc tak dziwnie, dedykować nie swój tekst.
Kiedy pojawi się coś kolejnego? Nie mam pewności. No obiecanie regularności rzecz trudna, rozdział na tydzień to marzenie. Wiele jest krótkich.

ROZDZIAŁ 29

Chyba powoli mamy dzień trzydziesty czwarty.

Zapomniałam zegarka. Kilka minut czy godzin później, kiedy panika ustępuje, tego żałuję najbardziej. Nie przede wszystkim tego, że tu w ogóle przyszłam, co wydawałoby się zrozumiałe, ale gołego nadgarstka, bo nie wiem, jak długo siedzę w tym pokoju.
To całkiem normalny fragment. Niekończące się pytania o pochodzenie różnych występujących w powieści przedmiotów trwają już od jakichś czterystu stron, więc darujemy sobie drążenie kwestii zegarków naręcznych – robią je Erudyci lub bezfrakcyjni. Ewentualnie materializują się z innych źródeł, nieistotne.
Mimo wszystko prosiłabym Czytelników, żeby go zapamiętali. Motyw zegarka w niewoli będzie wykorzystywany w trzeciej części w sposób sprzeczny z tym, o czym Tris informuje teraz. Nakręci wyimaginowaną dramę, coś sobie uroi.

Po chwili wstaję i zaczynam się przechadzać, wyciągam ręce nad głową. Waham się, zanim cokolwiek zrobię, bo są tu kamery, ale obserwatorzy nie mogą się dowiedzieć niczego, patrząc, jak dotykam palców u nóg.
W niektórych ostrych więzieniach tak jest. Mała cela, cztery kamery, nic do roboty, samotny więzień gotów jest popaść w paranoję. To ma sens w ramach okrutnej kary. Wydaje mi się jednak, że skoro Erudyci zamierzają przeprowadzać eksperymenty na Tris, to jako obiekt badawczy powinna dostać mniej demonstracyjne warunki obserwacji. Takie kamery negatywnie wpływają na spontaniczność, a – co będę jeszcze przypominać – naczelnym celem Jeanine nie powinno być jakiekolwiek pastwienie się nad Tris w ramach zemsty (chodzący, mówiąc komputer) czy – tym bardziej – sadyzmu. Powinna chcieć po prostu zbadać jej reakcje.
Jako że, jak się dowiemy, eksperymenty na Niezgodnych prowadziła na długo przed rewolucją i to z błogosławieństwem sił wyższych, od dawna powinna mieć jakieś izolatki symulujące jak najbardziej neutralne warunki. A jeśli prywatnie jest zwyrodniała i najchętniej trzymałaby Niezgodnych na łożu madejowym – odpowiednie wytyczne powinny zostać przekazane przez siłę wyższą.

Na tę myśl zaczynają mi drżeć ręce, ale nie staram się jej odpędzić. Powtarzam sobie za to, że należę do Nieustraszonych i że strach nie jest mi obcy. Umrę w tym miejscu. Pewnie niedługo. Takie są fakty.
Nie wymagam, żeby Tris rozumowała pod tym kątem – właściwie jest psychologicznie zrozumiałe, że tak nie myśli – ale chyba na jej miejscu bardziej lękałabym się, w jaki dokładnie sposób ją zabiją oraz co uczynią wcześniej. Przypominam, że ostatni eksperyment, który Jeanine postanowiła na niej przeprowadzić, to topienie.

Ale można też myśleć o tym inaczej. Niedługo oddam cześć swoim rodzicom, umierając tak jak oni. A jeżeli wszystko, w co wierzyli w związku ze śmiercią, to prawda, niedługo dołączę do nich, gdziekolwiek teraz są.
Hm. Taka religia–nie religia. Tris, gdy ma umierać, zastanawia się, czy dostąpi wybaczenia grzechów. Mimo jej szerszego braku samokrytycyzmu, w sytuacji bliskiej zgonu cieszyła się że strzeliła Ericowi tylko w stopę (czyli – jak to w głównych religiach monoteistycznych – zabijanie jest niewskazane). Zdaje się wierzyć w życie pozagrobowe. Jednocześnie nie uściśla, gdzie są rodzice. Jeśli jest wierząca wiarą przekazaną przy domowym ognisku, powinna chyba otwarcie twierdzić, że są np. w raju? Czy element oświadczenia wprost: słuchajcie, Tris jest mahometanką/ świadkiem Jehowy, byłoby aż tak kontrowersyjne, skoro temat religii co jakiś czas powraca?

Tris rozkminia godzinę, a tu wchodzi Jeanine.

Witaj, Beatrice – odzywa się Jeanine. Nosi błękit Erudytów i okulary Erudytów i otacza ją aura wyższości Erudytów, której ojciec nauczył mnie nienawidzić.
O, powracający motyw dystopijnych podziałów. Jasne, że w swoim czasie krytykowałam ojca Tris za odcinanie córce jednej z pięciu opcji wyboru, ale teraz myślę, że powstanie takich rozłamów – chociaż oczywiście źle świadczy o osobach je kultywujących – jest odpowiednio dystopiczne i wiarygodne.

Tris tak jakby sparaliżowało. Nie czuje nienawiści i wita się z Jeanine.

Przenoszę wzrok z wyblakłych szarych oczu Jeanine na Nieustraszonych, którzy ją otaczają. Peter stoi po prawej stronie, a kobieta ze zmarszczkami przy ustach po lewej. Za nią jest łysy mężczyzna z kanciastą czaszką. Marszczę brwi. Jak Peter znalazł się na tak zaszczytnym stanowisku, jako ochroniarz Jeanine Matthews? Gdzie w tym logika?
Cieszę się, gdy sama główna bohaterka dostrzega brak logiki. Widzicie, młoda Tris zauważyła, że Peter nie pasuje do elitarnego towarzystwa... a nie zauważa tego około czterdziestoletni, lokalny supermózg. Zagadką pozostaje, jak na sprawę Petera zapatruje się sama Roth. Prywatnie podejrzewam, że po prostu potrzebuje tej postaci w okolicy. Nawet nie dziwię się, że nie przedstawia nam żadnego konkretnego wyjaśnienia, bo chyba trudno byłoby je znaleźć. W każdym razie ja, mimo prób przemyśleń, nie znalazłam żadnego.

Chciałabym wiedzieć, która godzina mówię.
Doprawdy. Interesujące.
Powinnam wiedzieć, że nie usłyszę odpowiedzi. Każda najmniejsza informacja, jaką otrzymuje, wpisuje się w jej strategię i Jeanine nie powie mi, która godzina, dopóki nie stwierdzi, że przekazanie tej informacji jest bardziej użyteczne, niż jej ukrycie.
No finalnie takim właśnie przeciwnikiem powinna być, wtedy byłoby ciekawie. Taką chciałabym ją widzieć. Ale niestety, niemalże nigdy nie podąża za rozsądną strategią.

Jeanine dzieli się rozczarowaniem swoich Nieustraszonych, którzy żałują, że do tej pory Tris nie próbowała wydrapać im oczu. Cóż, mieliby chwilę rozrywki podczas tego swojego nudnego krążenia po sali wejściowej... które pewnie byłoby mniej nudne, gdyby poważnie traktowali skalę zagrożenia i naprawdę wypatrywali, czy ktoś się nie zbliża. Swoją drogą, ciekawe, czy Jeanine ochrzaniła ich za przebieg akcji z Tris. Czy zauważyła, że strażnicy w ogóle nie zachowywali ostrożności na parę godzin po spowodowaniu u wroga wyjątkowo silnego wzburzenia (szantaż polegający na zabiciu dziecka) – bo stawiam, że musiała bliżej zainteresować się przebiegiem aresztowania tak ważnego obiektu, czyż nie?

To byłoby głupie.
Prawda. Ale zgodne z waszą zasadą postępowania „najpierw działaj, potem myśl".
Mam szesnaście lat. – Zagryzam wargi. – Zmieniłam się.
Jakie budujące. Potrafi spłaszczyć nawet te zdania, w które wpisana jest modulacja głosu.
Jak ja lubię ten fragment! :D Jest taki naturalny. Czterdziestoletni naukowiec nie będzie brał na poważnie szesnastoletnich deklaracji o głębokich zmianach osobowości idących za poważnym wiekiem. Po prostu nie. Nie zrozumcie mnie źle, nie wywyższam się nad nastolatków z swojej perspektywy dwudziestu dwóch. Wiem, że ewoluują. Każdy jakoś ewoluuje. Chodzi tylko o perspektywę czasu. Piętnastolatek będzie świadom, jak niewiele wiedział i na jak niskim etapie zaawansowania był, mając lat dziesięć, student to samo pomyśli o licealiście.

Jeanine proponuje Tris przechadzkę. W efekcie idą szeregiem standardowych korytarzy (poprzez korytarz standardowy rozumiemy taki długi, jasny i utrudniający zapamiętanie drogi powrotnej. Ogólnie, hipokrytka Jeanine zdaje się marnować przestrzeń i światło, ale szewców i śmieciarzy to by wymordowała).
Docierają do ludzi czyniących naukowe powinności, czyli pracujących nad czymś laboratoryjnym. Tris nie umie zapanować nad odruchem: staje gwałtownie i drży, ponieważ dostrzega znajomą maszynę z monitorem i kamerą. Jest także metalowy stół. Biorąc pod uwagę, z jaką frakcją mamy do czynienia, i tak nie zapowiada się bardzo brutalnie. Nie jestem tylko pewna, o jaką maszynę chodzi, bo symulacje przeprowadzano ma fotelu. Właściwie chyba zaprezentowano nam profesjonalny stół egzekucyjny, ale skąd protagonistka miałaby znać się na takich gadżetach?

Jeanine siada na stole.

Bardzo się cieszę, że akurat ty tu jesteś. (...) Cieszę się oczywiście z powodu twoich testów przynależności.(...) Nawet wśród Niezgodnych jesteś dość nietypowa, bo cechuje cię przynależność do trzech frakcji. Altruizmu, Nieustraszoności i Erudycji.
Skąd... Głos mi się łamie. Wyduszam z siebie pytanie: Skąd wiesz?
... W tym momencie Jeanine z lekkim rozbawieniem pyta, czy Tris naprawdę uznała, że coś tak ważnego dla funkcjonowania społeczeństwa, jak wynik testu przynależności, nie jest monitorowane. Przecież brak tak podstawowej kontroli nad rozwojem ważnych cech charakteru w kolejnych pokoleniach stanowiłby ewidentne naukowe zaniedbanie...
Chciałoby się. Od dawna wiemy, że mamy do czynienia z wolną amerykanką.

Wszystko w swoim czasie. Na podstawie twoich wyników ustaliłam, że jesteś jedną z najsilniejszych Niezgodnych i nie mówię tego jako komplementu, ale żeby wyjaśnić ci mój cel. Jeżeli mam stworzyć symulację, która nie będzie mogła być unicestwiona przez umysł Niezgodnych, muszę przeanalizować umysł najsilniejszego z Niezgodnych, żeby dopracować wszystkie słabe punkty technologii. Rozumiesz?
Początkowo myślałam, że podanie Tris tej wiadomości nie jest najlepszym pomysłem (Nieustraszeni mają rodzaj silnej woli, który pozwala im zrozumieć, że symulacja to tylko symulacja; nie zawsze wybudzają się z niej od razu, ale ostatecznie robią to, więc wyposażenie Tris w podświadomie zachowaną wiedzę, przed czym dokładnie musi się bronić, zwiększy jej opór). Po krótkich przemyśleniach sądzę jednak, że Jeanine robi dobrze. Jeżeli stworzy symulację, której mózg Tris nie oprze się mimo zachowanej świadomości, o co w tym wszystkim chodzi, odniesie ostateczne zwycięstwo.
(No, odniesie zwycięstwo przynajmniej nad mózgiem Tris. Bo to wcale nie znaczy, że symulacja zadziała tak samo dobrze na wszystkich innych Niezgodnych w różnym wieku, obojga płci i odmiennych typów wynikowych. Ale chwilowo odejdźmy od motywu marnowania królików doświadczalnych, on jeszcze wróci).

Jeanine informuje Tris, że po jak najdłuższym okresie badań zostanie stracona na stole. Pomyślałam, że ciekawie będzie ci go pokazać – uzasadnia podjęcie dialogu. Z naukowego punktu widzenia chyba robi prawidłowo. Mózg Tris, ogarnięty instynktem przetrwania, będzie miał jeszcze jednego kopa, żeby z całych sił walczyć z symulacjami. No bo jak już go przenicują na czynniki pierwsze, odkryją wszelkie tajemnice działania, to biedaka wyłączą.

Chce zbadać moją reakcję. Ledwie oddycham. Do tej pory myślałam, że okrucieństwo wymaga złośliwości, ale to nieprawda. Jeanine nie ma powodu, żeby działać pod wpływem złośliwości.
Obraz Jeanine jest dosyć niespójny – raz ma być wzorcem opanowania, raz zachowuje się emocjonalnie, a tak ogólnie chciała wymordować klasę robotniczą. Wydaje mi się, że z ogólnego profilu psychologicznego – nie tego, który chyba chciała wykreować Roth, ale tego, który nasuwa się na podstawie kalejdoskopu scen przeszłych i przyszłych – wynika, że powód do złośliwości jednak ma. Tris przerwała jej fantastyczne doprowadzanie miasta do ruiny, wyłączając symulację.

Jest okrutna, bo niczym się nie przejmuje, dopóki coś ją fascynuje. Równie dobrze mogłabym być elementem puzzli albo zepsutą maszyną, którą chce naprawić. Otworzy mi czaszkę tylko po to, żeby zobaczyć od środka jak funkcjonuje mój mózg; umrę tu i to będzie miłosierne.
Więcej takich opisów, więcej! Znowu jesteśmy na tropie, na którym chciałabym widzieć ten czarny charakter. Pewnie, byłby trochę stereotypowy, ale wiarygodny. Chciałabym, żeby naprawdę traktowała Tris jak maszynę, bez bawienie się w złośliwości takie jak demonstracyjne kamery/ obecność Petera. Tymczasem, w następnych rozdziałach zobaczymy niestety brak profesjonalizmu w relacji z szczurem laboratoryjnym.

Tris rzuca standardowo dzielną odpowiedzią – tak, wiedziała, po co przybywa, ale chce już wrócić do celi. Scena przeskakuje.

Właściwie nie zdaję sobie sprawy z upływu czasu, w każdym razie nie tak jak dawniej, kiedy mogłam dysponować czasem. Więc kiedy drzwi znowu się otwierają i Peter wchodzi do mojej celi, nie wiem, ile czasu minęło, wiem tylko, że jestem wyczerpana.
Jeanine. Jakiś procent Niezgodnych, których masz ambicję szprycować serum już po opracowaniu go na mózgu Tris, będzie pewnie w dobrej kondycji psychicznej. Wydaje mi się, że korzystne dla eksperymentów byłoby utrzymywanie głównej bohaterki w możliwie jak najlepszym wypoczynku umysłu, żeby symulować osobnika silnego, z jednoczesnym zostawieniem świadomości, jak wygląda stawka w wypadku przegranej owego mózgu (ludzkość opanowana przez serum, własna śmierć). Czyli – dostarczyć powodu i sił do walki. Nie, że mała cela, cztery kamery i gap się w ściany. Nie wiem, czy Tris lubi muzykę relaksacyjną, pewnie nie zdałaby egzaminu, ale daj jej jakąś książkę czy coś.
Wiem, że wtedy być może czytelnik mniej współczułby głównej bohaterce i byłby zdezorientowany pewną niekonwencjonalnością podejścia do tematu, ale po prostu próbuję wcielić się w cynicznego naukowca, który ma przebadać zagadkową nastkę.

Peter nazywa Tris Sztywniaczką (nie no, morderstwa, kolaboracja, ochroniarzenie dla lokalnego ludobójcy, a temu poziom umysłowy pozostaje niezmienny). Tris protestuje przeciwko temu, jednocześnie świadomie prowokując go do dalszych złośliwych komentarzy. Peter ucina, że nie są one potrzebne ze względu na oczywistość treści. Następnie Tris zauważa, że Peter nie ma ręki na temblaku; tak, Erudyci wyleczyli jego ranę (ciekawe czy skuteczniej niż ranę Erica, który niby to na parę dni po postrzale żwawo pomykał z przestrzeloną stopą, ale jednak przy nadepnięciu odpowiednio kwiczał).
Peter i Tris docierają do aparatu, który Tris rozpoznaje z konkretnej, podanej nam tytułem książki. Rezonans magnetyczny zrobi zdjęcia jej mózgu.
Na miejscu tak zapalonego naukowca jak Jeanine pognałabym Tris na rezonans już na starcie – mógłby ktoś skomentować. Spieszę z wyjaśnieniem, że przed rezonansem magnetycznym dobrze jest parę godzin nie jeść i nie pić. Więc dobrze, że Jeanine zrobiła przerwę.
Tris odczuwa zainteresowanie wynikami badań, więc decyduje się na bunt. Nie położy się na tacy, chyba że w zamian ujrzy zdjęcia. Nie, żeby dotychczas wykazywała większą ciekawość przyczynami niezgodności, ale niech już będzie. ,usi zająć umysł, żeby nie zwariować.

Spoglądam w lustro. Wcale nie tak trudno udawać, że mówię do Jeanine, kiedy mówię do własnego odbicia. Włosy mam blond jak ona; obie jesteśmy blade i wyglądamy groźnie. Ta myśl wydaje mi się na tyle niepokojąca, że na kilka sekund gubię wątek i stoję w milczeniu z uniesionym palcem. Mam jasną skórę, jasne włosy i jestem zimna. Ciekawią mnie obrazy własnego mózgu. Jestem jak Jeanine. I mogę się tym albo brzydzić, zmagać się z tym, starać się to wymazać.. . albo to wykorzystać.
Nie no. Tris jako osoba podobna do Jeanine jest wymysłem nagłym i niespodziewanym.
Po pierwsze, Tris nigdy nie była opisywana jako groźna. Głównie śledziliśmy jej jęki, że jest chuda, drobna, traktowana niepoważnie, wygląda jak dziecko, ma duże oczy, rówieśnicy odnoszą się do niej jak do dziewczynki. Później pojawił się obraz osoby wymęczonej i przedwcześnie podstarzałej, której przyspieszone i indukowane traumą dojrzewanie uczyniło ją nierozpoznawalną dla rodziców. Jest to zmiana, owszem, ale taki człowiek nie budzi strachu, lecz współczucie/ szacunek dla przebytego cierpienia.
Po drugie, bladość i blond to zbyt mało, żeby od razu stawiać w jednym rzędzie tę szesnastkę i tę czterdziestkę. A już zwłaszcza charakterologicznie. Też jestem blada i też mam blond włosy. Czy znalazłam się w jakiejś ważkiej kategorii niczym, przepraszam, w aryjskim raju?
Po trzecie, Tris ciężko zakwalifikować jako gorącą lub zimną. Raz zachowuje się w jeden sposób (narażanie życia dla kaprysu, Tobias słusznie zarzuca jej uzależnienie od adrenalinowego haju, potrafi w emocjach rwać się do bitki), innym razem inaczej (wystrzelała niewinne zombie i sądzi, że to okej; olewa brata; łatwo zapomniała o Alu). Zgodziłabym się, gdyby Tris podkreśliła, że obie są niezrównoważone, ale bądźmy szczerzy, ilu ludzi stać na tak samokrytyczne autorefleksje?
Jeszcze coś. Rozumiem, Tris ma ciekawość poznawczą i dostała nagłego kaprysu, a Roth musi jakoś uargumentować wniosek protagonistki ale... serio? Tak łatwo jej znaleźć na szybko cechy łączące ją z skrajnie odrażającą kobietą? Zwłaszcza naciągane? Człowiek odruchowo broni się przed uznaniem zbieżności między sobą a zbrodniarzami. Tris widziała, jak z rozkazów Jeanine ginie niemal cała jej rodzinna miejscowość, w tym rodzice; jak po śmierci bliskich cierpi jej brat i niedobitki frakcji; wie też, że dla Jeanine żadnego znaczenia nie ma nie tylko życie w ogóle, ale także życie dzieci (świadome wybranie ośmioletniej Kee do samobójstwa).
Czytelnicy, szczerze. Ilu z Was jest gotowych odczuć nagłe pokrewieństwo dusz z Hitlerem czy inną kreaturą? Zakładając nawet samą wiedzę historyczną, a nie służenie za bezpośredniego świadka zbrodni osoby podobnego pokroju. Tak, Tris poczuła niepokój, gdy zarejestrowała własne skojarzenia, ale i tak jakoś za szybko z nimi się pogodziła.

Będziesz współpracować czy tego chcesz, czy nie.
Nieprawda. – Unoszę palec.
[wycinamy powyższy tekst o podobieństwie do Jeanine]
Nieprawda – powtarzam. – Bez względu na to, ilu pasów użyjecie, nie dacie rady mnie zmusić, żebym leżała tak nieruchomo, jak trzeba, żeby obrazy były wyraźne. Odchrząkuję. Chcę zobaczyć skany. I tak mnie zabijecie, więc właściwie jakie to ma znaczenie, ile wcześniej się dowiem o swoim mózgu?
Cisza.
... Och, proszę cię, Jeanine. Akurat Tris nie musi znać się na wszystkich procedurach robienia zdjęć mózgu, ale przecież ty się znasz. Możesz wyśmiać protagonistkę i kazać wprowadzić ją w stan anestezji (macie tam na tyle pasów/ kogoś silnego, żeby w nią wbić igłę, no nie?). Tak się złożyło, że analizuję obecny rozdział z wesołej (przedłużonej) przerwy międzysemestralnej w szpitalu, cierpiąc na szumy uszne. Miałam robiony rezonans magnetyczny. Jako że jestem zainteresowana przeprowadzanymi na mnie procedurami medycznymi czytałam o czekającym mnie badaniu. Dowiedziałam się, że w przypadku dzieci/ pacjentów, którzy z powodu chorób nie są w stanie uleżeć bez ruchu stosuje się sedację lub anestezję, w zależności od przypadku. Skoro znamy takie metody w obecnych czasach, tym bardziej powinny być dostępne w przyszłości, zwłaszcza że lubicie tam chemię i bez wskazań medycznych.

Dlaczego tak strasznie chcesz je zobaczyć?
Akurat ty powinnaś to rozumieć. W końcu mam równe predyspozycje do tego, żeby być Erudytką, jak żeby być Nieustraszoną czy Altruistką.
Dobrze. Możesz je zobaczyć. Połóż się.
Podchodzę do tacy i się kładę. Metal jest zimny jak lód.
Dobrze. Jeanine robi to w ramach utrzymywania Tris w dobrej kondycji psychicznej. Rodzaj marchewki. Pozwala uwierzyć niemalże dziecku, że jest sprytne i skutecznie ją zaszantażowało, miłościwie rezygnując z podzielenia się wiadomościami o przewadze anestezyjnej. Przyznam, że w obliczu różnych nielogicznych decyzji antagonistki ciężko mi podchodzić do jej poczynań z dobrą wolą, ale w obecnie analizowanym rozdziale znalazło się parę trafionych opisów. Zmotywowały mnie.
Ewentualnie: w najbliższych dniach przez Tris ma przejść tyle serum, że pakowanie w nią czegoś nadprogramowego, gdy już można machnąć ręką na fanaberie, jest rozsądną opcją.

Taca odjeżdża do tyłu, a ja znajduję się w aparacie. Wpatruję się w biel. Kiedy byłam mała, myślałam, że na pewno tak wygląda niebo, sama jasność, biel i nic poza tym.
Poważnie, zdążyłam zapomnieć. To jednak Tris uznaje istnienie nieba? Parę stron wcześniej unikała tej nazwy. Czemu?
No przyznam, że to nawiązywanie jest religia-nie ma religii- jest opór przed podaniem nazwy religii denerwuje mnie.

Białe światło jest złe, skarży się Tris. Ogólnie, nie podobają jej się wydawane przez maszynę dźwięki (także dlatego, że ma skojarzenia z pięściami tłukącymi w okna podczas symulacji porwania), ale udaje, że to coś innego. Przydługie badanie kończy się (potwierdzam jego wiarygodny opis – jest głośno i dłuży się, w dodatku nastawienie psychiczne pewnie robi swoje; co innego, jak finalnie wiodą człowieka do śmierci, a co innego, jak mu chcą pomóc). Peter zaprasza Tris na obejrzenie ekspresowych wyników.

Chodź, możesz obejrzeć skany.
Zeskakuję z metalowej leżanki i podchodzę do niego. Kiedy jesteśmy w korytarzu, kręci głową, patrząc na mnie.
Co?
Nie wiem, jak ci się udaje, że zawsze dostajesz to, co chcesz.
Jasne, bo chciałam się znaleźć w celi w siedzibie Erudytów. I chciałam być stracona.
Moje słowa brzmią nonszalancko, jakbym na co dzień miała do czynienia z egzekucjami. Ale kiedy wypowiadam „stracona", przechodzi mnie dreszcz. Udaję, że mi zimno, rozcieram dłońmi ramiona.
A nie chciałaś? – pyta. – To znaczy, przyszłaś tu z własnej woli. Nie nazwałbym tego instynktem samozachowawczym.
Wraca motyw nieroztropności przydzielenia Tris znajomego strażnika, w dodatku takiego, z którym łączą ją jakieś ideały. Niezależnie od tego, że Peter i Tris znajdują się po przeciwnych stronach barykady, oboje są transferami, który przeszli przez identyczny trening, wpajający te same wartości. Upartość jest w cenie, dzielność także, podobnie jak działalność świadcząca o braku instynktu samozachowawczego (nawet jeżeli ma być ona skierowana na adrenalinę, nie na altruizm). Tu naprawdę są warunki do zaistnienia jakiejś nici porozumienia, rówieśnicy–żołnierze, jedno dzielne. W dodatku Peter ma tak pokręconą osobowość, że nie wiadomo, czy nie nabrał do Tris szacunku bo... cóż, bo okazała się zdolna do zadania mu bólu w imię ratowania frakcji ojczystej.
Tris powinno otoczyć się się naukowcami, którzy uznają Niezgodnych po prostu za wybryki natury, problem do rozwiązania.

W drugim pokoju ktoś właśnie wyszedł, obraca się puste krzesło. Kota ma pomysł, kim mogła być ta osoba, ale to już nadinterpretacja. Zobaczymy już niedługo.

Peter stoi zbyt blisko za mną gotowy mnie złapać, gdybym zdecydowała się kogoś zaatakować. Ale nikogo nie zaatakuję.
No i tyle w kwestii twojej przyrodzonej zimności. Facet, który miał okazję obserwować cię podczas wspólnego szkolenia, przewiduje twoją gwałtowność, a nie na opanowane reakcje.
(Chociaż, należy pamiętać, że armia Nieustraszonych nie grzeszy prawidłowym przewidywaniem zachowań jeńców).
Dla przyzwoitości dodam, że dalej Tris dzieli się krótkimi przemyśleniami o braku sensu podejmowania zachowań agresywnych.

***

Panie i Panowie, oto gościny występ BEIGE. Chcę bardzo przeprosić ją za za silne opóźnienie w publikacji jej wkładu w bloga i równie gorąco podziękować za podjętą aktywność. Sama nie byłabym w stanie ogarnąć zagadnienia inaczej niż cytatami z wikipedii. 
 
1. Kora przedczołowa:
Niech ktoś wyjaśni pannie Prior, za co odpowiada przedczołowa kora mózgowa odzywa się w końcu.
To obszar mózgu za czołem, że tak powiem (...) Jest odpowiedzialna za organizację myśli i działań skierowanych na osiągnięcie celów.
Dobrze. Teraz niech ktoś powie, co zaobserwował w bocznym płacie przedczołowej kory mózgowej panny Prior.
Jest duży mówi inny naukowiec, łysiejący mężczyzna.
Konkrety – żąda Jeanine. Jakby go ganiła.(...)
Dużo większy niż przeciętny poprawia się łysiejący mężczyzna.
Lepiej. – Jeanine przechyla głowę. Prawdę mówiąc, to jeden z największych płatów bocznej przedczołowej kory mózgowej, jakie widziałam.
Kora przedczołowa pełni funkcję w działaniu pamięci roboczej, planowaniu ruchów i działań, rozważania ich konsekwencji, a także wpływa hamująco na spontaniczne i często gwałtowne stany emocjonalne, których źródłem jest podwzgórze i układ limbiczny. Osoby z uszkodzeniami tych obszarów postępują w sposób społecznie nieakceptowany, ponieważ trudności sprawia im modyfikacja swojego zachowania w zależności od kontekstu. Często też zachowują się impulsywnie, ponieważ nie umieją poprawnie wyobrazić sobie skutków swoich działań. Wykazują też skłonności do stosowania etyki utylitarystycznej (postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność jego skutków).
Wg Roth „ Jest odpowiedzialna za organizację myśli i działań skierowanych na osiągnięcie celów.”, czyli właściwie można tak od biedy powiedzieć, skoro odpowiada za planowanie działania.

 2.Kora oczodołowa-czołowa
Ale kora oczodołowa–czołowa jest wyraźnie mała. Co oznaczają te dwa fakty?
Kora oczodołowaczołowa jest ośrodkiem nagrody w mózgu. Osoby, których zachowaniem kieruje poszukiwanie nagrody, mają duży płat kory oczodołowej recytuje ktoś. To oznacza, że panna Prior przejawia bardzo niewielkie dążenie do nagrody.
Nie tylko to. (…) Nie tylko mówi coś o jej zachowaniu, ale też o pragnieniach. Panny Prior nie motywuje nagroda. Ale jest wyjątkowo dobra w kierowaniu myśli i działań na osiąganie celów. To wyjaśnia zarówno jej szkodliwe, ale nieegoistyczne zachowanie, jak i, być może, zdolność unikania symulacji. Jak to zmienia nasze podejście do nowego serum symulacji?
Wg Roth – „Kora oczodołowa-czołowa jest ośrodkiem nagrody w mózgu.” 
 Chyba jednak nie do końca. Wg czterech różnych źródeł:
a )Kora czołowo-oczodołowa jest odpowiedzialna za zachowania interpersonalne i percepcję emocji.
b) Kora oczodołowo-czołowa (orbitofrontal cortex OFC) - niezwykle ważna dla kontrolowania naszych zachowań i popędów oraz dla funkcjonowania społecznego np. dzięki połączeniom z układem limbicznym (kierującym m.in. naszymi zwierzęcymi zachciankami).
c) Kora oczodołowa (orbital cortex) – część kory przedczołowej leżącej na dolnej, brzusznej części płata czołowego. Istnieje kilka powodów, dla których można ją traktować oddzielnie, jako składnik kory przedczołowej, ale też i kory mózgu w ogóle. Jest związana z kontrolą emocjonalną, zdolnością do hamowania popędów i odraczania nagród.
d) Kora oczodołowo-czołowa (OFC) odgrywa główną rolę w emocjonalno-motywacyjnej integracji zachowania, jak również w ocenie moralnej i etycznej. Nieadekwatne sposoby zachowania są hamowane lub tłumione. Ponadto, OFC bierze udział w opracowywaniu informacji związanych z nagrodą. Osoby z uszkodzeniem w tym obszarze często ujawniają społecznie nieodpowiednie zachowania i nie potrafią adekwatnie ocenić kontekstu danej sytuacji.
 
Natomiast układ nagrody jako taki:
Układ nagrody (inaczej ośrodek przyjemności) jest zbiorem połączonych ze sobą struktur mózgu wytwarzających motywację pozytywną.  W większości należą one do układu limbicznego, ale ich działanie jest integrowane przez aktywację układu dopaminergiczny pnia mózgu.
Układ nagrody tworzą:
Jądra dopaminergiczne brzusznego pola nakrywki (ventral tegmental area - VTA) i istoty czarnej (substantia nigra - SN), w których znajdują się ciała komórkowe neuronów dopaminergicznych
Pęczek przyśrodkowy przodomózgowia, w którym przebiegają te aksony
Jądro półleżące (nucleus accumbens – NAcc) do którego neurony VTA wysyłają swoje aksony.
Kora przedczołowa (część grzbietowa) jest unerwiana przez projekcję dopaminergiczną z VTA i projekcję z jądra półleżącego.
Prążkowie (corpus striatum), jądra przodomózgowia do którego projekcje wysyła SN.
VTA wysyła również aksony do ciała migdałowatego (które hamuje odczucie przyjemności) i bocznej części podwzgórza (które pobudza to odczucie).
Jak już wspomniałam, nie znam się na tym zupełnie, ale stwierdzenie, że kora oczodołowa-czołowa to ośrodek nagrody nie jest do końca właściwe, to zbyt duże uproszczenie. Owszem, jest ona związana z układem nagrody, ale wychodzi na to, że jest to bardziej skomplikowane.

Koniec występu gościnnego.

***

Co do ujawnionych cech, są one dosyć ogólne
Panny Prior nie motywuje nagroda.
Pamiętacie, jak w pierwszym tomie zarzuciłam, że dziewczyna nie ma żadnych konkretnych motywacji, trudno mówić o jakimś celu i nawet nie przemyślała zmiany frakcji? Że jedyne, co ją napędza, to lęk przed bezfrakcyjnością, ale to coś oczywistego dla całej lokalnej społeczności? Obecnie ma motywacje standardowe dla bohaterki powieści, po prostu. Ratowanie innych. Zmieszane z traumą, która popycha ją do działań samobójczych. Ale przed ludobójstwem ciężko mówić o motywowaniu nagrodą, prędzej o obawie przed biedą itp. Więc racja.
Ale jest wyjątkowo dobra w kierowaniu myśli i działań na osiąganie celów.
No, starała się na treningach na ile umiała. Miewała odpowiednio samobójcze pomysły, jak ładowanie się na diabelski młyn. Była gotowa pozwolić na śmierć Christiny, żeby nie narażać się Ericowi. Jednocześnie podejmowała decyzje, które nie za bardzo mogły pomóc w osiągnięciu tak podstawowego celu, jak utrzymanie niezgodności w tajemnicy: no kto ładował się do siedziby Erudycji w odwiedziny do brata, zwracając na siebie uwagę Jeanine oraz podpadając Ericowi? Z powstrzymaniem ludobójstwa poradziła sobie całkiem nieźle, chociaż działał tu imperatyw narracyjny. W obecnie analizowanej części podejmowała kretyńskie zachowania, ale uznajmy, że celem było samobójstwo. Cel to cel.
No powtórzę jeszcze raz – zbyt ogólne, no. Czy ktoś ma bardziej szczegółowe przemyślenia? Zgadza się ze mną lub też nie?

Tris, co bardzo zrozumiałe, odczuwa strach w zetknięciu z potęgą nauki:

Co się stanie, jeżeli stłumią aktywność mojego płata kory przedczołowej? Jeżeli zniszczą moją zdolność podejmowania decyzji? Co, jeżeli serum zadziała, a ja stanę się niewolnikiem symulacji jak wszyscy inni? Co, jeżeli całkowicie zapomnę o rzeczywistości? Nie wiedziałam, że cała moja osobowość, cała istota może być potraktowana jako produkt uboczny mojej anatomii. A jeżeli naprawdę jestem po prostu kimś z dużym płatem przedczołowej kory mózgowej ...i niczym więcej?
Ech. No to jest właśnie coś, z czym powinna się liczyć, decydując o podjęciu misji samobójczej. Nie od dziś wiadomo, że Erudyci robią badania na Niezgodnych, by przejąć kontrolę także nad nimi. Czemu Tobias nie użył tego faktu jako argumentu, by przekonać ją do pozostania w jaskini? Podsuwanie królików doświadczalnych jest katastrofalnym pomysłem, nawet jeżeli podejmująca decyzję bohaterka nie wiedziała o swoich hiper–talentach, czyniących ją dla Jeanine atrakcyjniejszą od innych osobników.
Nie mówię, że Tris od razu musiała rozumieć połączenie anatomia–Niezgodność, ale skoro Erudyci chcą obiektów do eksperymentów tak bardzo, że szantażowali neutralnego Jacka, że narazili Maxa, urządzili popisówkę z samobójcami, to coś JEST na rzeczy.
W innym temacie: jak dla mnie, przebadanie samego mózgu Tris to wcale nie jest jeszcze tak duży sukces. Jeanine naprawdę potrzebuje innych Niezgodnych, innych zdjęć mózgów. Tris nie może, po prostu nie może, stanowić odpowiedzi na wszystkie pytania.

Jeanine chce wiedzieć, czy dobrze wywiązała się ze swojej części umowy. Tris twierdzi że tak. Ma spokojnie wrócić do celi, a tu...

Peter i ja w milczeniu pokonujemy drogę powrotną do celi. Skręcamy w lewo, po drugiej stronie korytarza stoi grupa ludzi. To najdłuższy z korytarzy, którym przejdziemy, ale odległość skraca się, kiedy widzę jego. Podtrzymywany z obu stron przez zdradzieckich Nieustraszonych, z pistoletem przy skroni. Tobias – krew cieknie po twarzy i zabarwia na czerwono białą koszulę; Tobias, tak jak ja Niezgodny, stoi u wrót tego pieca, w którym spłonę.
Nieustraszeni mieli sobie przywódców. Przywódcy zostali zdrajcami. Nieustraszeni wybrali nowe gremium kierownicze, z założenia... hm, wybierając osoby nadające się do roli liderów – bo przecież tak się robi, gdy ktoś ma powieść wojsko w niebezpieczne czasy. To, że jeden z nich jest synem kobiety dysponującej liczącą się siłą, należy odbierać jako dowód jakiejś racjonalności decyzji – łatwiej o porozumienie i przetrwanie, gdy nawiąże się sojusz. W dodatku Tobias jest odbierany jako osobnik wyjątkowy ze względu na swoją liczbę lęków oraz współudział w zatrzymaniu ludobójstwa.
Jaki przywódca pcha się w coś tak kretyńskiego?! Jest od tego, żeby dowodzić i podnosić morale, a nie robić za, jak sama Tris zasugerowała, dobrowolną ofiarę całopalną.

Dłonie Petera zaciskają się na moich ramionach i przytrzymują mnie w miejscu.
Tobias – mówię, a brzmi to jak westchnienie. Zdrajca z Nieustraszonych z bronią pcha Tobiasa w moją stronę. Peter też usiłuje pchnąć mnie do przodu, ale moje stopy są jak zakorzenione
Strażnicy chcą urozmaicić sobie służbę poprzez zainicjowanie rozmowy kochanków? Profesjonalne.

Tris jest w silnych emocjach – no przecież po to miała się przekręcić, żeby nie umierali inni! Strażnicy miłosiernie pozwalają złapać się parze za rękę. Pada oficjalnie wyjaśnienie obecności Tobiasa w tak wrogim miejscu.

Ty umrzesz, ja też umrę. Ogląda się na mnie przez ramię. Prosiłem cię, żebyś tego nie robiła. Podjęłaś inną decyzję. To są jej skutki.
Jestem bardzo zadowolona, że nie muszę się nad tym rozpisywać. Wiadomym jest, co musiałabym powiedzieć o przywódcy, który w imię zakochania porzuca swój lud, żeby dziewczyna bardziej cierpiała w ostatnich dniach życia. Na szczęście – wybaczcie, że zaspoileruję – jest to jedynie powód oficjalny. Taki, w który porywczy Nieustraszeni pewnie uwierzą, a i Jeanine machnie ręką na kretyna, dodając go do kolejki na rezonans.
Nie, nieoficjalna motywacja wcale nie brzmi lepiej. Zadanie, które powierzono Tobiasowi, równie dobrze mógłby wykonać ktoś inny. Z zasady gremia kierownicze nie bawią się w to, w co bawią się osoby ze względu na odmienne predyspozycje charakteru postawione na innych stanowiskach. No podział ról występuje na każdej wojnie.

Znika za rogiem. Ostatnie co widzę po nim i prowadzących go zdradzieckich Nieustraszonych to błysk lufy pistoletu i krew za płatkiem ucha od zranienia, którego wcześniej nie zauważyłam.
[All she saw was a silhouette of a gun,
Far away on the other side...
Groove Coverage – Moonlight Shadow]
Bardzo luźne skojarzenie. Pretekst do polecenia starej piosenki. Ostatnio często jej słucham, włącznie z remiksami.

Tris płacze przy Peterze i już nawet nie interesuje jej, jak to wygląda, bo ma poważniejszych wrogów. No, ogólnie emocjonuje się, a jej cierpienie kontrastuje z pragmatycznym to śmieszne (...) zupełnie bez sensu. Ma osiemnaście lat, znajdzie sobie inną dziewczynę, jak zginiesz. Jest głupi, jeżeli tego nie wie.
Wciąż tnę motyw ze względu na jego fortunną fałszywość i żenadę. Tris chciałaby, żeby Peter poznał losy Tobiasa, ale prośby, zgodnie z psychologicznym prawdopodobieństwem, kończą się tak:

Czemu miałbym to robić? Czemu miałbym cokolwiek dla ciebie robić?
Chwilę później słyszę, jak drzwi się zamykają.


 
ROZDZIAŁ29

Czytałam gdzieś, kiedyś, że płaczu nie da się wyjaśnić naukowo. Łzy mają jedyniena nawilżać oczy. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby gruczoły łzowe nadmiernie produkowały łzy pod wpływem emocji.
Świat przyszłości, narkotyki mogą załatwić niemalże każdą sprawę, a wiedza o funkcjoniwaniu organizmu jednak się cofnęła. Łzy mają pomóc w zniwelowaniu stresu, pozbyciu się napięcia. Podczas płaczu organizm produkuje naturalne środki przeciwbólowe (opioidy, oksytocyna). To tak pokrótce. Wiedza powszechna z internetu.

Moim zdaniem płaczemy po to, aby uwolnić naszą zwierzęcą część, nie tracąc człowieczeństwa.
Aha. Po prostu potrzebowaliśmy jakiegoś poetyckiego wyjaśnienia. Nie robi na Kocie wrażenia.

Bo wewnątrz mnie siedzi warcząca i rycząca bestia, która wyrywa się na wolność, do Tobiasa, i przede wszystkim, do życia. Chociaż bardzo się staram, nie potrafię jej zabić. Więc szlocham w dłonie.
Doszłam do wniosku, że Tobias jednak zasługuje na obelżywe określenia. Nie istnieje ŻADEN racjonalny powód, dla którego właśnie ten debil musiał udać się na pseudomisję! Równie dobrze mogli posłać kogokolwiek innego, kto udawałby, że po śmierci bliskich i tak mu na niczym nie zależy, a może Jeanine prędzej zaprzestanie wymuszanych samobójstw w zamian za dwóch Niezgodnych niż za jednego. Albo kogoś, kto odegrałby rolę wyjątkowo pechowego szpiega, złapanego podczas akcji – a że przy okazji Niezgodnego, no to wiadomo, na eksperymenty z nim. Bo sam fakt, że na misję musiał udać się Niezgodny, jest zrozumiały – „normalnego” by zabili, zamiast utrzymywać przy życiu wystarczająco długo do realizacji zadania.
To, że Erudyci postanowią skonfrontować Tobiasa z Tris, było do przewidzenia. Do przewidzenia było także, że w wyniku takiej konfrontacji Tris będzie bardzo cierpiała. Co ten popieprzony psychopata ma w głowie? Podejrzewam, że jego dobrowolne zgłoszenie się na akcję ma podwójną przyczynę. Chciał nie tylko okazać wielce bohaterstwo, ale również ukarać swoją dziewczynę, bo jak już podjęła kontrowersyjną decyzję, niech wyje.

Tris prowadzą na eksperymenty, norma. Z marszu, bo czekała na to wiele godzin, pyta Jeanine gdzie on jest?!

Jeanine posyła mi zdezorientowane spojrzenie. Ale nie jest zdezorientowana. Bawi się ze mną.
Tobias – odpowiadam mimo to. Drżą mi ręce, ale tym razem nie ze strachu. Ze złości. – Gdzie on jest? Co z nim robicie?
Mówiłam, ech. Jeanine, profesjonalizmu trochę. Taka przepaść, ludobójczyni i nastolatka, i takie głupie zagrywki. No któremu dorosłemu chciałoby się bawić, zwłaszcza mając opinie chodzącego, mówiącego komputera, autorytetu dla całej swojej frakcji? Dziecinna przywara nie pasuje mi do osoby na stanowisku kierowniczym.

Nie widzę powodu, żeby udzielać ci tej informacji –oznajmia Jeanine. – A skoro oboje nie macie nic do powiedzenia, nie widzę też możliwości, żebyście dali mi powód, chyba że zmieniłabyś warunki naszej umowy.
Chcę krzyczeć, że oczywiście, oczywiście wolałabym wiedzieć coś o Tobiasie niż o swojej Niezgodności, ale nie robię tego. Nie podejmuję pochopnych decyzji. Ona zrobi to, co zamierza zrobić Tobiasowi, czy będę o tym wiedzieć, czy nie. Ważniejsze, żebym w pełni rozumiała, co dzieje się ze mną.
Ale... Dlaczego w obliczu zbliżającej się śmierci i stanowiącej prawdziwą torturę paniki o losy misiaczka ważniejsze jest, żebyś zgłębiała tajemnice własnej głowy? Przecież sama deklarujesz, że żywa to z tego nie wyjdziesz, jesteś całkowicie przekonana, że umrzesz. W sytuacjach ekstremalnych bliscy zaczynają jednak liczyć się bardziej... nawet jeśli są tak niskiej jakości jak Tobias. Żadna wiedza nie przedłuży twojego życia, nie przyczyni się do pożytku dla twojej strony, nie przyda ci się do niczego poza zaspokojeniem ciekawości.
A może to dlatego, że Tris jest jednak na Tobiasa skrajnie wściekła, bo wierzy w jego wyjaśnienie obecności u Erudycji i oburza się na ohydne zagranie?

Wdycham powietrze przez nos i wydycham przez nos. Strząsam ręce. Siadam na krześle.
Interesujące mówi. Nie powinnaś teraz dowodzić frakcją i planować wojny? – pytam. – Co tu robisz, przeprowadzasz badania na szesnastolatce?
Słuszne pytanie. O ile osobiste uczestnictwo w eksperymentach jest zrozumiałe, wszakże obiekt należy do silnych, o tyle skala durnych zabaw z szesnastolatką jest żałosna.

Wybierasz różne sposoby mówienia o sobie, zależnie od tego, jak ci wygodniej. Opiera się na krześle. Czasami podkreślasz, że nie jesteś małą dziewczynką, a czasami upierasz się, że nią jesteś. Ciekawe, jak naprawdę się postrzegasz. Kim dla siebie jesteś? Jedną czy drugą? A może obiema? Albo żadną?
Jeanine, psychologu... xD
Tak, Jeanine trafnie podsumowała sprawę. Wydaje mi się, że w praktyce niejeden człowiek robi to co Tris, zwłaszcza gdy jest młody. Nastoletniość może być ochroną (gdy zrobisz coś głupiego) lub argumentem za dorosłością (gdy chcesz uzyskać jakiś przywilej).

Nie widzę powodu, żeby udzielać ci tej informacji odpowiadam beznamiętnie i oschle, tak jak ona.
Słyszę lekkie prychnięcie. Peter zakrywa usta. Jeanine spogląda na niego ze złością, a jego śmiech natychmiast zamienia się w pokasływanie.
Tak, Jeanine. Prowokuj jak najwięcej sytuacji, żeby Peter mógł spojrzeć na swoją eskortowaną przychylnym okiem. Mądre.

Szyderstwo to dziecinada, Beatrice. Nie przystoi ci.
Tobie to drażnienie się/prowokowanie królika doświadczalnego nie przystoi dwa razy bardziej. Przecież masz taką pozycję społeczną:
Dociera do mnie, że jestem w szkolnej klasie, bo każde pomieszczenie z więcej niż jednym Erudytą zamienia się w salę lekcyjną. A w śród nich Jeanine – ich najbardziej ceniony nauczyciel. Wszyscy wpatrują się w nią szeroko otwartymi oczami, z zapałem, z otwartymi ustami i czekają, żeby zrobić na niej wrażenie.
No serio, czy ona ani trochę nie osłabia swojego autorytetu wśród ceniących naukę i opanowanie podwładnych, przy osobach trzecich nabijając się z Tris?

Jeanine rozkazuje aplikację serum. Tris oczywiście chce wstrzyknąć je sobie sama. Nie mamy wspomniane, żeby wcześniej usiadła na znajdującym się w sali fotelu dentystycznym, ale to już szczegół. Widać usiadła. Ażeby faza była lepsza, Jeanine robi przyciemnienie. Jak w kinie. Film może startować.
Tris wraz z matką jadą autobusem. Świat jest zniszczony, cel trasy to Erudycja. Oczywiście Tris dziwią odwiedziny u Erudycji (motyw ojca niechcącego nawet oddychać tamtym powietrzem, co powodowało rodzinny bojkot niebieskich).

Czemu czuję ucisk w żołądku na myśl o ojcu? Przypominam sobie jego twarz, zniszczoną ciągłym rozczarowaniem do otaczającego go świata; jego włosy, krótkie zgodnie z zasadami Altruizmu, i czuję ten sam ból w żołądku jak wtedy, kiedy zbyt długo nie jem ściskanie w dołku.
Czy coś się stało tacie?
Czemu o to pytasz? – Kręci głową.
Nie wiem.
W takich momentach zapominam, że Tris jest okropną postacią. Uznaję dystopiczny motyw fundowania obiektowi symulacji ze zmarłymi rodzicami w roli zagadki logicznej – bo tak to odbieram. Czy przez otumaniony serum mózg przebije się całe cierpienie?
Jeanine, ty potworze.
Nie, to nie jest krytyka. Tak właśnie wygląda okrucieństwo odpowiednie dla uniwersum. Bardziej dystopiczne niż tępe rzucanie się z pociągów na dachy.

Nie czuję bólu, kiedy patrzę na matkę. Ale mam wrażenie, jakbym każdą sekundę, jaką spędzamy w odległości tych paru centymetrów, musiała wyryć sobie w umyśle, aż cała moja pamięć dopasuje się do tego kształtu. Ale jeżeli matka nie jest czymś trwałym, kim jest?
Paskudnego, psychologicznego eksperyentu część dalsza.

Matka przyznaje, że trwa wojna, Krytykuje dotychczasową postawę ojca wobec Erudytów (cytat, którego kiedyś już użyłam dla zobrazowania durnoty uprzedzeń: o bezsensie focha na lekarzy, nauczycieli itp). Tris wyczuwa nagle, że w całej wypowiedzi jest coś nie tak, analizuje ją więc:

Czyżby to, co powiedziała o ojcu? Nie, ojciec zawsze narzekał na Erudytów. Może to, co powiedziała o Erudytach? Przeskakuję duży odłamek szkła. Nie, niemożliwe. Co do Erudytów miała rację. Wszyscy moi nauczyciele pochodzili z Erudycji, tak jak lekarz, który składał rękę matki, kiedy ją złamała parę lat temu. To ta ostatnia część. „Postaraj się o tym pamiętać". Jakby później mogła nie mieć okazji mi o tym przypomnieć.
W obecnych okolicznościach – kupuję. Mózgi Niezgodnych bronią się przed symulacjami, odkrywając różnice między światem realnym a fałszywym. W umyśle Tris na pewno było głęboko zakodowane, że rodzice nie żyją, stała się przecież naocznym świadkiem obu zgonów. Więc element układanki wszedł na swoje miejsce, nie dziwota.

Nieszczęsna Tris mówi matce, że ją kocha, próbuje zachować jej obraz i nie chce się budzić. Mimo wysiłków symulacja dobiega końca.

Będziesz musiała wymyślić coś lepszego zwracam się do Jeanine.
To dopiero początek – odpowiada.